W weekend dookoła świata

Jeśli nie jesteście przekonani czy można podróżować z niemowlakiem (lub starszymi dziećmi) albo bardzo byście chcieli, ale nie macie odwagi- bardzo polecam Wam Kolosy. Właściwie to polecam Wam je bez względu na to, czy macie dzieci i czy chcielibyście z nimi podróżować.

W jeden weekend dookoła świata

Kolosy to coroczny zjazd podróżników, alpinistów i żeglarzy, który przez jeden pełen weekend opowiadają o swoich niesamowitych podróżach. Odkąd mieszkam w Trójmieście, jestem na tym wydarzeniu rokrocznie i rokrocznie jestem oczarowana tym, co można tam zobaczyć i usłyszeć. Opowieści są naprawdę niesamowite, w niektóre aż ciężko uwierzyć, innych nie sposób zazdrościć- ale wszystkie (może z małymi wyjątkami) warto posłuchać.

Zwłaszcza dla młodych matek

W tym roku Kolosy miały dla mnie szczególne znaczenie. Z racji powiększenia się rodziny, trochę się wyciszyliśmy i uspokoiliśmy- i nie mam wcale na myśli podróżowania!- ono właściwie bardzo mało się zmieniło, odkąd pojawił się Staś, ale moja codzienność kręci się ostatnio wokół ogarniania domu, dziecka i codziennego spaceru po najbliższej okolicy. Wyprawa na drugi koniec miasta to już ogromny wyczyn. Czasem wieczorkiem uda nam się wyjść na basen albo na spacer, czasem u dziadków uda nam się wyskoczyć we dwójkę do kina, poskakać na trampolinach albo zwyczajnie wyjść na randkę, ale ogólnie rzecz ujmując, zmiana na tej płaszczyźnie dotknęła mnie najbardziej, toteż tym bardziej cieszyła mnie perspektywa możliwości przesiedzenia całych dni na prelekcjach o podróżach na wszystkie końce świata.

Przekonajcie się sami

I nie zawiodłam się- prelekcje były magiczne. Ale powód, dla którego zachęcałam Was do pojechania na Kolosy we wstępie jest bardziej prozaiczny. Jeśli chcecie pojechać gdzieś z dzieckiem, proponuję zacząć od Gdyni, bo w ten jeden weekend w roku w cenie biletu do Gdyni, można się wybrać w najodleglejsze zakątki globu i to wiele za jednym razem. Oczywiście, posłuchać o czymś, jeszcze nie znaczy przeżyć to, ale gwarantuję Wam, że na Kolosach mówią zazwyczaj tak niesamowici ludzie, że to co najmniej połowa „przeżyć”. Poza tym, w zeszłym roku zdarzyło się parę opowieści o podróżujących rodzinach z dziećmi- a to spory motywator do własnych podróży. I na sam koniec, najbardziej przyziemnie, na Kolosach można spotkać wiele rodzin z dziećmi, jest nawet specjalna dla nich strefa. Nie ma się więc poczucia, że jest się w niewłaściwym miejscu, że komuś obecność malucha może przeszkadzać (a jeśli maluch będzie potrzebował przerwy- można z nim spokojnie wyjść, żeby istotnie nie przeszkadzał). Staś obchodzący podczas Kolosów swoje półurodziny nie był wcale najmłodszy- widziałam rodziców nawet z noworodkami (i bardzo ich podziwiam; rodziców, nie noworodki, bo ja chyba bym się nie odważyła).

A podczas prelekcji, które nie wydają się aż tak ciekawe (albo jeśli zmęczy Was siedzenie cały dzień w jednym miejscu, bo nie ukrywam, że jest to męczące), możecie zrobić sobie wycieczki krajoznawcze po Trójmieście. Kolosy odbywają się w marcu, więc nad morzem jest już zazwyczaj całkiem ładnie. Wybaczcie, że ten wpis powstał już po tegorocznych Kolosach, ale mam nadzieję, że zachęci Was do zaplanowania sobie podróży na przyszłoroczne Kolosy, a może w innych miastach odbywają się wkrótce inne festiwale podróżnicze?

PS post przygotowany w ubiegłym roku. W tym będzie zgoła inaczej!

Zabawki Małego Włóczykija

Jeśli jesteście rodzicami małych dzieci albo macie z nimi jakąś styczność, zapewne wiecie, że małe dzieci to lepy na zabawki. Przy dzieciach zabawki pojawiają się znikąd i jest ich pełno. Dostaje się je na wszelkiej maści okazje jako prezenty, w spadku po innych małych dzieciach albo zwyczajnje materializują się w domu, zupełnie nie wiadomo skąd. Można z tym walczyć, ale walka to żmudna i, wydaje się, niemożliwa do wygrania. O tym jak to u nas wygląda, w domu i w podróży, przeczytacie poniżej.

Minimalizm zabawkowy w codziennym życiu

My z Krukiem od samego początku bardzo staraliśmy się zabawek dla Stasia mieć jak najmniej. Ostatnio jesteśmy zainteresowani minimalizmem jako stylem życia, nie tylko w kwestii Stasia i jego zabawek, poza tym to doskonały trening przed podróżą, w której to, rzecz oczywista, tona zabawek z nami pojechać nie mogła. Toteż od samego początku staraliśmy się wszystkie zabawki Stasia zmieścić w jednej szufladzie i jednym koszu. Zaczęliśmy od pracy u podstaw: najpierw sami siebie mocno przekonywaliśmy, żeby nie kupować pięknych i bądź co bądź kuszących zabawek (jeszcze w czasach, jak Staś był po tamtej stronie brzucha, poddaliśmy się szałowi i kupiliśmy w Ikei wielką maskotkę rekina- od razu przyznam, nie mieści się ani w szufladzie, ani w koszu. Zajmuje honorowe miejsce na kanapie), potem próbowaliśmy nakłonić do tego hojnych darczyńców z rodzin i okolic. Preferowane prezenty to ubranka (chociaż w tej dziedzinie też łatwo o przesadę), pieluchy (dopóki nie przerzuciliśmy się na wielorazówki) albo rzeczy niematerialne (na przykład sesja zdjęciowa). Z zabawek najbardziej cieszymy się z książeczek- w naszej kolekcji są takie z wierszykami, z samymi obrazkami, wydające dźwięki i tańczące kankana (no dobra, książeczki tańczącej kankana nie mamy. Jeszcze). Dodam, że takim najlepszym najlepszym prezentem dla malucha i rodziców, jest trochę własnego czasu poświęconego maluchowi. Chyba każdy rodzic malucha przyzna mi w tej kwestii rację.
W każdym razie, w codziennym życiu udało nam się nie przesadzić z zabawkami, a Staś nigdy nie wyglądał na niezadowolonego z tego faktu. Druga sprawa, że zawsze pozwalaliśmy mu się bawić rzeczami codziennego użytku, więc pula zabawek zawsze była większa, niż suma zabawek. Doskonale sprawdziły nam się drewniane łyżki, zaparzecze do herbaty, opakowania po produktach spożywczych, a nawet ubrania. To już w pewnym sensie odpowiedź, jak radzimy sobie w podróży.

Zabawki made in China i made in Thailand

W naszych bagażowych listach napisałam, że wzięliśmy Stasiowi zabawki. Były to dwie maskotki, do których jednak Staś nie zapałał miłością w trakcie podróży- dla nich przygoda skończyła się w Bangkoku. Kupiliśmy mu w zamian za to małą książeczkę z obrazkami zwierząt- ma chińskie podpisy, ale przy wydawaniu dźwięków, to rodzic musi popisywać się kreatywnością, dmuchaną piłkę plażową i plastikowy zestaw małego majsterkowicza. Staś jest wielkim fanem zwierząt, dlatego książeczka potrafi go zająć na długie minuty (zwłaszcza strona z pieskiem i kotkiem jest mocno już wysłużona), zestaw małego majsterkowicza cieszy go umiarkowanie- służy głównie do potrząsania i wymachiwania (nie powinno mnie to dziwić, bo zdecydowaliśmy się na zestaw 3+), a piłką bawimy się rzadko. Często za to mamy pod ręką plastikową butelkę z wodą, dlatego nasze roczne dziecko opanowało sztukę odkręcania i zakręcania nakrętki i bawi go to niepomiernie. Staś lubi też pomagać przy rozpakowywaniu z worków ubrań (tudzież przeszkadzać w ich pakowaniu), pozwalamy mu też bawić się nie-delikatną elektroniką, na przykład powerbankiem. Zanim odesłaliśmy do Polski plastikowe naczynia i sztuće, służyły nam głównie jako zabawki dla Stasia właśnie. Pewnego razu dostaliśmy od pani Tajki origami słonia i bączka, które od tej pory jeździ z nami i na chwilę potrafi zająć Stasia. I zabawki, którą można znaleźć w każdej knajpce, a które jeszcze nie znudziły się Stasiowi- pałeczki. Do tego zabawki naturalne, czyli listki, kamyczki, gałązki i co tam jeszcze się znajdzie pod ręką, a rodzic zaaprobuje. Lista, jak widzicie jest całkiem długa, nawet jeśli nie zabrało się przesadnie dużo typowych dziecięcych zabawek.

Czy ta ruina wymaga naprawy? Mały Włóczykij sp. z o.o. już szykuje narzędzia
A tutaj zajmujemy się wkładaniem kijków do butelki. Będzie z nich pyszny napój!
Przyjmuję porady, jakie dźwięki wydają: tukan, delfin, meduza. I parę innych. Staś sporo da za te informacje

W podróży trochę łatwiej

Ułatwieniem dla podróżujących rodzin jest fakt, że częsta zmiana noclegów nie pozwala na nudę i wzmaga chęć do eksplorowania kolejnych przestrzeni. Staś sprawia wrażenie, jakby spanie w kolejnych nowych miejscach zupełnie mu nie przeszkadzało, często jednak komunikuje silną chęć wyjścia z pokoju nad ranem- wtedy zbawienna okazuje się przestrzeń wspólna w hostelu, przytulna i przyjemna, żeby rodzic nie był zmuszony do szukania czegoś na szybko w obcym mieście. Wtedy zazwyczaj żadne zabawki nie są potrzebne; nowe krzesła, fotele, stoliki i szafki są wystarczająco ciekawe, żeby zająć cały poranek ciekawskiemu maluchowi.

W podróży trochę trudniej

Z drugiej strony, czasem musimy dać prawdziwy popis kreatywności, jeśli na przykład zdecydujemy się na tanią, ale długą podróż. Autobusem. Z brakiem miejsca do fikania i prawie żadnymi zabawkami. W czasie drzemki Stasia, której uparcie nie chce uskutecznić. Wtedy bawimy się butelką, zakrętką, paczką słonej, suchej fasoli, puszką z napojem. Kombinerkami z zestawu małego majsterkowicza albo plastikowym workiem. Sznurkiem od mojej sukienki albo rękawem kruczej koszuli. Oglądamy widoki za oknem, łaskoczemy się, naśladujemy dźwięki. Wszystkie chwyty dozwolone. Po sześciu godzinach takiej jazdy ma się wrażenie, że cała kreatywność wyparowała z nas doszczętnie, ale zregeneruje się do następnej podróży. Na pewno. Nie będzie miała wyjścia.

Zabawki w podróży

W podróży nie sposób mieć dla dziecka ogromnej ilości zabawek, jednak jeśli pozwolić dziecku bawić się przedmiotami codziennego użytku, okazuje się, że nie są one niezbędnie potrzebne. Pewien niedosyt zabawkowy doskonale pobudza wyobraźnię- dziecka, ale przede wszystkim rodziców. I na co dzień i w podróży, czasem dobrze jest nie mieć przy sobie żadnej zabawki, dobrze rozejrzeć się dookoła i dać upust swojej kreatywności. Mały Włóczykij i rodzice bardzo to polecają.

Bagaż Rodziny Włóczykijów (w połowie podróży)

Bagaż w podróży puchnie. To niepodważalny fakt

Część z Was już wie, ale z tym naszym spakowaniem nie do końca wszystko wyszło tak, jak miało. Pisałam w Bagaż Rodziny Włóczykijów, że planowaliśmy zabrać dwa plecaki: duży (55+5 litrów) i mały (20 litrów). Ale jeszcze przed finalnym wyjściem z domu uznaliśmy, że są zapakowane tak po brzegi, jak się da i lepiej wziąć większe z pustym miejscem. Finalnie wyruszyliśmy z tym 55+5 litrów i 40 litrowym plecakiem. Popełniliśmy jednak spory błąd i jako bagaż podręczny wzięliśmy plecak- worek, który jest co prawda lekki i złożony zajmuje prawie nic miejsca, ale jest wyjątkowo niewygodny do noszenia. Toteż jeszcze w Chinach kupiliśmy 30-litrowy podręczny plecak. W Laosie dopadł nas szał kupowania pamiątek i prezentów i tak oto, zamiast dwóch plecaków, po półtora miesiąca mieliśmy zapakowane cztery, dwa duże i dwa małe. Jeden mały plecak z pamiatkami, reszta bagażu zwyczajnie nam spuchła. Nie wiemy jak to się stało, ale wśród podróżujących łatwo o takie przypadki. Na szczęście połowa naszego bagażu już dzisiaj wróciła do Polski, dzięki życzliwości Kasi i Kamila. Poniżej nasza lista z dokonanymi zmianami zaznaczonymi pochyłą czcionką:

Ubrania

  • Kurtka przeciwdeszczowa (Marta, Kruk)– użyliśmy tylko raz
  • Cienki, ale ciepły polar (Marta, Kruk, Staś)
  • Pełne buty do trekkingu (Marta, Kruk)– dwa trekkingi za nami, więcej nie planujemy
  • Sandały (Marta, Kruk)
  • Kapelusz/ Bandama (Marta, Kruk, Staś)
  • Bawełniana czapka (Staś)
  • Długie spodnie- cienkie (Marta, Kruk, Staś x2)
  • Krótkie spodenki (Marta, Kruk, Staś x2)
  • Długa spódnica (Marta)
  • Getry/legginsy/rajstopy- jakby było zimno pod długie spodnie (Marta, Kruk, Staś)
  • Koszulki z krótkim rękawem (Marta x6, Kruk x6, Staś x8)– zostawiliśmy x5
  • Koszulki z długim rękawem (Marta x2, Kruk x2, Staś x2)- zostawiliśmy x1
  • Majtki (Marta x6, Kruk x6)
  • Staniki (Marta x2)
  • Skarpety (Marta x3, Kruk x3, Staś x3)– pozbyliśmy się butów, więc nie potrzebujemy
  • Strój kąpielowy (Marta, Kruk)
  • Klapki (Marta, Kruk)
  • Pasek do spodni (Kruk)- kupiliśmy, bo schudł biedaczek w podróży
  • Buty dla Stasia
  • Sukienka (Marta)- nie powstrzymałam się

Higiena

  • Pieluchy wodoodporne x2
  • Paczka pieluch BabyDream z Rossmanna (są mega skompresowane w porównaniu z innymi markami!)
  • Mokre chusteczki
  • Ręczniki x3

Kosmetyczka

  • Obcinaczka do paznokci
  • Żel pod prysznic+ szampon (Marta+ Staś, Kruk)
  • Dezodorant w sztyfcie (Marta, Kruk)
  • Szczoteczki do zębów (Marta, Kruk, Staś)
  • Pasta do zębów (Marta+ Kruk, Staś)
  • Antybakteryjny płyn do rąk
  • Krem z filtrem (odpowiedni dla dzieci)
  • Krem Bambino
  • Maskara
  • Szczotka do włosów
  • Gumki do włosów
  • Maszynka do golenia
  • Bepanthen maść ochronna
  • Patyczki do uszu

Gospodarstwo domowe

  • Igły i nici (mały zestaw)
  • Scyzoryk
  • Karty do gry
  • Kości do gry
  • Długopisy
  • Sznurek
  • Latarka- zepsuła nam się w trakcie podróży
  • Plastikowe sztućce (widelec, łyżka i nóż w jednym) x3-
  • Plastikowe kubki x2
  • Plastikowe miski x2

Apteczka

  • Malarone (lek przeciwmalaryczny)
  • Apap (lek przeciwbólowy)
  • Solpadine (lek przeciwbólowy)
  • Witamina D (dla Stasia)
  • Acidolit (saszetki nawadniające w przypadku biegunki)
  • Fenistil (maść na ukąszenia)
  • Nurofen (lek przeciwgorączkowy dla dzieci)
  • Ocetnisept (środek odkażający)
  • Jednorazowe rękawiczki
  • Plastry
  • Gazik jałowy x2
  • Koc termiczny
  • Bandaż elastyczny
  • Środek na komary z DEET
  • Środek na komary dla dzieci

Elektronika

  • Kamerka GoPro– okazało się, że zabraliśmy zepsutą
  • Aparat+ ładowarka
  • Smartfon
  • Stary telefon + ładowarka– nie używaliśmy, zapominaliśmy ładować
  • Tablet
  • Mała klawiatura– nie używaliśmy
  • Selfiestick
  • Słuchawki x2
  • Powerbank
  • Uniwersalna ładowarka x2
  • Przejściówka na dwie pary słuchawek
  • Przejściówka SD-> microUSB
  • Czytnik Kindle– zero przeczytanych książek, jedna próba na półtora miesiąca

Dokumenty

  • Paszport (Marta, Kruk, Staś)
  • Dowody osobiste (Marta, Kruk)
  • Zdjęcia paszportowe x6 (Marta, Kruk, Staś)
  • Dwie karty płatnicze, jedna karta płatnicza atrapa
  • Międzynarodowe prawo jazdy (Kruk)
  • Karta potwierdzająca kurs nurkowania (Marta, Kruk)
  • Książeczki szczepień (Marta, Kruk, Staś)
  • Ksera dokumentów (paszportów, biletów, rezerwacji)

Inne

  • Stary, brzydki portfel
  • Saszetka do schowania pod ubraniem
  • Dmuchana poduszka
  • Polarowy, cienki koc
  • Dwie- trzy zabawki dla Stasia
  • Kartka z wydrukowanymi symbolami podstawowych potrzeb
  • Plecak 55+5 litrów
  • Plecak 20 30 litrów
  • Chusta do noszenia dziecka

Teraz jest lekko

Toteż w połowie podróży i małym remanencie bagażowym, znów spróbujemy podróżować z małą ilością bagażu. Na samym początku popełniliśmy błąd i zabraliśmy niewygodny plecak podręczny, dlatego musileiśmy kupić kolejny. Jednakże, pomijając ostatni zakup worka prezentów, który to kupowaliśmy z myślą szybkiego odesłania do Polski, z naszym bagażem nie chodziło się źle (nawet gdy spuchł) i wprowadziliśmy do niego niezbyt duże zmiany.

Refleksje bagażowe

Generalnie jesteśmy zadowoleni z naszego pierwszego spakowania w trzymiesięczną podróż- spakowaliśmy wystarczająco mało, żeby to wszystko nosić, ale wystarczająco dużo, żeby pranie robić raz na parę dni.  Niczego bardzo istotnego nam w pierwszej połowie podróży nie zabrakło. Mamy sobie do zarzucenia tylko to, że nie sprawdziliśmy przed podróżą, w jakim jest stanie nasza elektronika i czy będziemy jej używać. To sprawiło, że od samego początku woziliśmy ze sobą trochę sprzętu, którego prawie wcale albo wcale nie użyliśmy, a teraz wysłaliśmy z powrotem do Polski.

 

Pierwszy miesiąc jako Włóczykije

Dokładnie miesiąc temu wsiedliśmy w pociąg do Warszawy, rozpoczynając tym samym naszą podróż. Potem były dwa samoloty i niezliczona ilość autobusów i pociągów. Mnóstwo pięknych miejsc. Czternaście różnych pokoi i łóżek do spania, cztery różne kuszetki. Miesiąc trudnej, ale ekscytującej przygody za nami. Dwa razy tyle przed nami. Z tej okazji napisałam o różnych aspektach podróżowania z dzieckiem.

Elastyczny plan wycieczki

Przed podróżami ze Stasiem, kreśliliśmy tylko orientacyjny plan podróży, wyszukiwaliśmy ciekawe miejsca na mapie i szacowaliśmy czasy przejazdów, żeby się zmieścić w ramach czasowych. Dziecko w tej kwestii nic nie zmieniło. A właściwie utwierdziło nas w starych zwyczajach- podróżując ze Stasiem nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie będziemy potrzebowali dnia przeznaczonego tylko na odpoczynek, czy uda nam się zobaczyć nasze punkty programu w wyznaczonym czasie; musimy być elastyczni. Ale nie tylko ze względu na Stasia- w Chengdu odkryliśmy, że park narodowy, który Kruk bardzo chciał zobaczyć, po ostatnim trzęsieniu ziemi jest zamknięty na kilka miesięcy, innym razem bilety na busa, którym planowaliśmy pojechać do kolejnej miejscowości zostały wyprzedane na dany dzień. Pomocne okazuje się rezerwowanie noclegów tylko na parę nocy do przodu i z możliwością odwołania.
Chociaż przez taki styl podróżowania nie zobaczyliśmy kilku rzeczy z naszej listy, a czasem zobaczyliśmy inne, czasem kosztowało nas to też trochę nerwów, to uważam, że podróżując z dzieckiem nie warto trzymać się sztywnych ram.

Wolniej, ale przyjemniej

To rzecz poniekąd oczywista- jeśli zwiedza się z dzieckiem, warto dać sobie więcej czasu. Na nieplanowane przerwy na fikanie albo jedzenie malucha czy odpoczynek dla rodziców zmęczonych noszeniem.
Łatwo o tym pisać, ciężej zrobić. Nam czasem zdarzało się oglądać coś na chwilę przed zamknięciem i zdecydowanie nie jest to najprzyjemniejsza forma spędzania czasu.

Zawsze jest dobra pora, żeby kupić na ulicy i zjeść pieczonego batata

Czas dla Stasia

Już o tym pisałam, ale podróż z rocznym dzieckiem wymaga częstych przerw na zabawę. Wiek to o tyle kłopotliwy, że Staś jeszcze samodzielnie nie chodzi, a już potrzebuje sporo czasu dla siebie. To wymaga szukania odpowiedniego miejsca dla raczkującego bobasa, który lubi ćwiczyć wstawanie i pierwsze kroczki- czyli najlepiej kawałek trawy i ławka lub niski murek. Jednak często Staś zgłasza swoją potrzebę nagle i gwałtownie, wtedy musimy popisywać się kreatywnością i znajdować miejsce na zabawę tam, gdzie jesteśmy. Bywa to kłopotliwe, ale jakoś zawsze udaje nam się wypracować satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie.

Czasem uda nam się ze Stasiem dogadać i czas na fikanie mamy w pięknym, spokojnym miejscu
Innym razem, na chwilę przed atrakcją, Staś upiera się, że musi poprzekładać kamyczki. Więc my siedzimy i czekamy

Pieluchy i chusteczki- nowe symbole luksusu

W dużych miastach nie było z tym problemu, ale im mniejsze odwiedzamy miejscowości, tym bardziej jednorazowe pieluszki i nawilżane chusteczki stają się symbolem luksusu. Ciężko je zdobyć, jak już są, to tylko dwa rozmiary (najmniejszy i największy) i potrafią być horrendalnie drogie.
Pieluchy chińskich marek są dużo mniej chłonne, a zdarzają się i takie, które w ogóle nie mają zapięć i w instrukcji użytkowania magicznie pojawia się jakiś pasek, który pieluchę powinien trzymać. W opakowaniu pieluch pasek magicznie się niestety nie pojawia. Toteż po zakupie takich pieluch, zaraz śmigaliśmy oo kolejne opakowanie i od tego momentu uważniej przypatrujemy się rysunkom na opakowaniu.
Co do chusteczek, próbowaliśmy przerzucić się na zwykłe chusteczki i wodę, ale pierwsza poważna kupa rozsmarowana po wszystkich częściach mojej i Stasia garderoby, wybiła nam ten pomysł z głowy. Próbowaliśmy też sił w odpieluchowaniu, na razie bezskutecznie. Pytania nasuwają mi się dwa. Pierwsze, co to będzie w Laosie i Birmie, jeśli tam nas wywieje; drugie, jak radzili sobie rodzice sprzed epoki tych wynalazków. Wiedzcie, że całym serduszkiem Was podziwiam. Przyjmuję też chętnie wszystkie rady w zakresie odpieluchowania. Pilne!

Posiłki Małego Włóczykija

Staś je metodą BLW czyli od początku rozszerzania diety jadł jedzenie w kawałkach, a nie papki. Jadł wszystko własnoręcznie, co pozwalało mi zawsze na jedzenie ciepłych posiłków, a jemu na samodzielne decydowanie co i w jakiej ilości chciałby zjeść. Dzięki temu przeskoczyliśmy jeden etap nauki, a ciekawość Stasia powodowała, że chętnie sięgał po prawie wszystko, co mu proponowaliśmy. I tak w Chinach zajada się ryżem, makaronem, warzywami i mięsem wprost z naszych talerzy. Pije z nami wodę ze zwykłej plastikowej butelki, którą wystarczy mu przechylić, a herbatę ze szkalnki.

Staś jeszcze nie rozkminił konceptu pałeczek. Ale ma jeszcze dwa mieisiące

Jednak o ile w knajpkach jemy raczej zdrowo, o tyle w sklepach bardzo ciężko o zdrową żywność. Wydawało mi się, że nie ma nic prostszego, ale chińskie sklepy szybko zweryfikowały mój pogląd- wybór jest tu między słodyczami a wszelkiego rodzaju mięsem w paczkach, które nie leżą w lodówce. Nabiał jest sumą powyższych- zawsze słodki i nie wymaga chłodzenia. Toteż, choć niechętnie, wprowadziliśmy do Stasia diety rzeczy słodzone.
Co istotne, Staś jest dalej karmiony piersią, co pozwala na podanie mu na pewno zdrowego posiłku oraz ratuje nas w sytuacji, kiedy o jakimś posiłku zapomnimy (sami wytrzymamy do najbliższej stacji/ sklepu/ knajpki) albo kiedy Staś ma problem, żeby zasnąć.

Spanie

W Polsce Staś spał u siebie w łóżeczku; tutaj, kierowani chęcią zabrania jak najmniejszej ilości rzeczy, nie wzięliśmy żadnego turatycznego łóżeczka ani niczego w tym stylu. W naszym pierwszym hotelu dostaliśmy turystyczne łóżeczko, ale Staś przespał w nim tylko chwilę i obudził się z krzykiem. Od tamtej pory śpi razem z nami w łóżku i zazwyczaj przesypia noce jeszcze lepiej, niż w Polsce, a musicie wiedzieć, że spał on tam naprawdę dobrze. Dzięki temu, że jest taki dobry w spanie, podczas tej podróży nie raz jeździliśmy nocnym pociągiem, zyskując tym samym sporo czasu i wyspiając się nienajgorzej.
Z drzemkami w ciągu dnia też nie mamy kłopotu, bo te zazwyczaj Staś urządza w chuście. Ale zdarzyło nam się parę razy, że zasnął, my chcieliśmy gdzieś iść, opanowaliśmy więc motanie w chustę śpiącego Stasia. Działa.

Staś na dworcu śpiący. Rodzicom się nie spieszyło

Myślę, że taki dobry sen Stasia to wypadkowa dwóch rzeczy- wrodzonego talentu i kwestii przyzwyczajenia. W domu często grała u nas muzyka, której nie ściszałam na Stasia drzemki i zawsze spał przy naturalnym oświetleniu za dnia. To sprawiło, że teraz jak jest zmęczony, śpi w chuście, w gwarnym pociągu, w restauracji, w parku, gdziekolwiek.
Ze spania Stasia w podróży jesteśmy bardzo, bardzo zadowoleni. Pytanie tylko, czy po powrocie do domu, damy go łatwo radę namówić na spanie z powrotem w osobnym łóżeczku, ale o to będziemy się martwić później.

Więzy rodzinne

Myślę, że aspektem, o którym rzadko się mówi w związku z podróżowaniem z dzieckiem jest to, że dziecko ma oboje rodziców dla siebie przez całą dobę. To wyjątkowa okazja do spędzenia ze sobą mnóstwa wartościowego czasu. Zwykle tylko jeden z rodziców ma taką okazję, a podróż staje się nie tylko poznawaniem nowych miejsc i kultur, ale też pretekstem do fajniejszej relacji z dzieckiem.

Staś gonił mamę. Jak widzicie, ubaw po malutkie paszki

Ale są i minusy. W Polsce mamy naszych rodziców i parę innych osób, którym mogliśmy Stasia podrzucić, żeby wyskoczyć na randkę albo zwyczajnie od trudów rodzicielstwa odpocząć. Tutaj nie ma o tym mowy. Jesteśmy zdani tylko na siebie i czasem bywa to ciężkie.
Z rodziną rozmawiamy na skype raz w tygodniu. Mamy tutaj strefę czasową o sześć godzin różną od polskiej, także u nas jest już późny wieczór, kiedy w Polsce dziadkowie dopiero kończą pracę. Ale zawsze udaje się chociaż na chwilę porozmawiać i Staś za każdym razem nie posiada się ze szczęścia, jak widzi znane sobie twarze w telefonie. Zresztą, dziadek, babcie i reszta rodziny też nie posiadają się ze szczęścia, że widzi Stasia.

Szczepienia

Tak na marginesie, jeśli będziecie planowali podróż ze swoim maluchem, to odradzam Wam naszą opcję czyli wyjazd zaraz po pierwszych urodzinach ze względu na szczepienia.
My jesteśmy zaszczepieni przeciw WZW A i B i na dur brzuszny. Stasiowi chcieliśmy zaserwować taki sam zestaw. WZW B jest w standardowym pakiecie szczepień, na dur brzuszny nie szczepi się dzieci poniżej trzeciego roku życia. Przeciw WZW A można zaszczepić dzieci od roku wzwyż.
Dodatkowo szczepienie przeciwko pneumokokom i meninogokokom wymaga jednej dawki mniej, jeśli zaczyna się szczepienie po pierwszych urodzinach- to ma znaczenie tylko jeśli nie szczepiliście na to swoich maluchów wcześniej. My nie szczepiliśmy i zdecydowaliśmy się dopiero pod wpływem wyjazdu.
Dlatego ze względu na szczepienia, warto wybrać się w podróż dwa trzy miesiące później, niż zaraz po pierwszych urodzinach. Jeśli wybieracie się z trzylatkiem, również proponuję wybrać się odrobinę później, niż zaraz po urodzinach, żeby spokojnie był czas, żeby go zaszczepić.

Rodzina z plecakiem

Po miesiącu podróżowania z dzieckiem, mamy wrażenie, jakbyśmy nigdy nie robili nic innego, nowy styl życia wszedł nam w krew i nawet nie zauważyliśmy, kiedy nasze kolejne hostele zaczęliśmy nazywać „domem”. Staś- trochę się tego obawiałam- szybko się przyzwyczaja do kolejnych miejsc, nie sprawia wrażenia, jakby mu przeszkadzało, że prawie codziennie śpi w innym łóżku. Ma dwójkę rodziców non stop przy sobie, ma swój czas na swoje aktywności, czasem tylko narzeka na zbyt dużo noszenia w chuście.
Śpi świetnie i je dużo nowych rzeczy. My staramy się planować tylko z małym wyprzedzeniem i dawać sobie na wszystko więcej czasu.
Myślę, że byłoby nam dużo łatwiej podróżować z dzieckiem odpieluchowanym i samodzielnie chodzącym. Doadtkowo, z praktycznego punktu widzenia lepiej odczekać trochę po roczku dziecka, żeby na spokojnie zrobić odpowiednie szczepienia.
Ale generalnie my całym serdudzkiem podróżowanie z dzieckiem polecamy. Żadna wcześniejsza podróż nie dawała nam tyle satysfakcji i radości co ta, w którą wybraliśmy się z naszym Małym Włóczykijem.

Złotowłose dziecko, które przynosi szczęście- czyli mały biały człowiek w Chinach

Generanie nie jesteśmy bardzo spięci w życiu. Inaczej nie wybralibyśmy się w trzymiesięczną podróż po Azji z rocznym dzieckiem. Pozwalamy Stasiowi eksplorować na własną rękę restauracje, dworce, pociągi. Je z nami jedzenie na ulicy (unika tylko surowego), o knajpkach nie wspominając, bawi się pałeczkami, zapoznaje się z lokalnymi dziećmi. Lokalni ludzie zapoznają się ze Stasiem. Wszystko pięknie. Ale czasem przesadzają i atencja, jaką otaczają Chińczycy nasze dziecko, czasem doprowadza nas do białej gorączki.

Chusta robi robotę

Kiedy dziecko jest tak blisko rodzica, obcy ma mniej odwagi, żeby podejść i zaczepiać. Czasem dotknie wystającej z chusty nóżki, ale zazwyczaj tylko się uśmiechnie, powie coś po chińsku albo strzeli poważną sesję zdjęciową. Inaczej jest jak nosimy Stasia po prostu na rękach. Wtedy Chińczycy często mają odwagę chwycić za rączkę, co sprytniejsi próbują zachęcać Stasia do przejścia do nich na ręce. Na szczęście nasz pierworodny bardzo lubi kontakty z obcymi, ale zachowuje dystans i takie propozycje zwyczajnie go peszą. Chińczyków to nie peszy. Potrafią być naprawdę namolni w okazywaniu Stasiowi atencji.

Takie znajomości jak widać nas cieszą

Czas dla Stasia

Najgorzej jest, kiedy dajemy Stasiowi czas dla niego, żeby rozprostował nogi i trochę pofikał. Roczne dziecko potrzebuje sporo takiego czasu, żeby ćwiczyć nowe umiejętności, takie jak wstawanie czy stawianie pierwszych małych kroczków. Czasem po prostu chce się pobawić. Staramy się wybierać spokojne miejsca, zdala od dużych tłumów, najlepiej w ładnych okolicznościach przyrody, ale często to Staś dyktuje, kiedy takiego czasu potrzebuje. Z racji tego, często czas dla siebie wypada w pobliżu atrakcji turystycznej, której nasze złotowłose dziecko odbiera nagle tłumy turystów. Stają w pewnej odległości, czasem podchodzą. Robią zdjęcia z ukrycia albo bez krępacji i rzadko pytają o zgodę. Robią miliony zdjęć, naprawdę nie znają umiaru. Czasem chcą dotknąć rączki, pogłaskać po główce, co zazwyczaj ukrócamy. Staś nie wydaje się tym przejęty, czasem nie odrywa się od zabawy, czasem z uśmiechem pozuje do zdjęć. To my zaczynamy po pewnym czasie mieć dość. Zwłaszcza, że takie sytuacje pojawiają się kilkanaście razy dziennie.

Staś ze swoimi fanami. Zastanawiamy się nad pobieraniem jakichś opłat za zdjęcia czy coś

Ale mogło być gorzej

Spotkaliśmy w Luoyang parę Polaków podróżujących z dwójką dzieci- w wieku szkolnym i przedszkolnym. Kiedy zaczęliśmy opowiadać, z jaką atencją spotyka się tu Staś, powiedzieli że ich dzieci mają tak samo. Z tym że ich dzieci nie są noszone w chuście, która odcina je od zewnętrznego świata, a taka ilość nieproszonej uwagi zwyczajnie je denerwuje. Toteż myślę, że mogło być gorzej.

Czy polecamy?

Myślę, że Chiny z tak małym dzieckiem mogą być męczącym pod tym względem doświadczeniem. Nie jest bardzo źle, ale potrafi to działać na nerwy. Dodatkowo, myślę, że wózek pogorszyłby sprawę (zwiększa odległość dziecka od rodzica, myślę, że mogłoby to zachęcić Chińczyków do wzmożonej atencji). My Chiny z dzieckiem będziemy wspominać dobrze, ale zasługa między innymi chusty i zapasu nerwów ze stali.
Na pocieszenie jednak dodam, że moim zdaniem sytuacja będzie zmieniała się na lepsze. Chińczycy z czasem przyzwyczają się do młodych turystów (których pewnie będzie coraz więcej), a i sami może powyjeżdżają za granicę, gdzie będą mieli szansę nacieszyć się złotowłoaymi dziećmi do woli- w końcu chińskich wycieczek w Europie sporo.

Bagaż Rodziny Włóczykijów

Spakowanie rodziny na trzy miesiące na drugi koniec świata to nie lada wyzwanie

Zwłaszcza, jeśli w skład rodziny wchodzi maluch, który też ma trochę swojego ekwipunku, a którego to malucha trzeba nosić. My postanowiliśmy podróżować bez wózka (po naszej wyprawie wypowiem się szerzej na temat chusty i wózka w podróży, jednak nasze dotychczasowe doświadczenia podróżnicze stawiają wózek w raczej kiepskim świetle). Pakujemy się więc w plecak 55+ 5 litrów i do tego dwudziestolitrowy plecak jako bagaż podręczny.  Tak, żeby bez problemu jedno z nas mogło zabrać cały nasz bagaż, a drugie Stasia zawiązanego w chuście. Żeby osiągnąć taki wynik zabraliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, pranie zamierzamy robić co pięć-sześć dni. Na szczęście całkiem nam po drodze z ideą minimalizmu, toteż przedstawiam Wam naszą finalną listę rzeczy, które pojadą z nami w naszą podróż:

Ubrania

  • Kurtka przeciwdeszczowa (Marta, Kruk)
  • Cienki, ale ciepły polar (Marta, Kruk, Staś)
  • Pełne buty do trekkingu (Marta, Kruk)
  • Sandały (Marta, Kruk)
  • Kapelusz/ Bandama (Marta, Kruk, Staś)
  • Bawełniana czapka (Staś)
  • Długie spodnie- cienkie (Marta, Kruk, Staś x2)
  • Krótkie spodenki (Marta, Kruk, Staś x2)
  • Długa spódnica (Marta)
  • Getry/legginsy/rajstopy- jakby było zimno pod długie spodnie (Marta, Kruk, Staś)
  • Koszulki z krótkim rękawem (Marta x6, Kruk x6, Staś x8)
  • Koszulki z długim rękawem (Marta x2, Kruk x2, Staś x2)
  • Majtki (Marta x6, Kruk x6)
  • Staniki (Marta x2)
  • Skarpety (Marta x3, Kruk x3, Staś x3)
  • Strój kąpielowy (Marta, Kruk)
  • Klapki (Marta, Kruk)

Higiena

  • Pieluchy wodoodporne x2
  • Paczka pieluch BabyDream z Rossmanna (są mega skompresowane w porównaniu z innymi markami!)
  • Mokre chusteczki
  • Ręczniki x3

Kosmetyczka

  • Obcinaczka do paznokci
  • Żel pod prysznic+ szampon (Marta+ Staś, Kruk)
  • Dezodorant w sztyfcie (Marta, Kruk)
  • Szczoteczki do zębów (Marta, Kruk, Staś)
  • Pasta do zębów (Marta+ Kruk, Staś)
  • Antybakteryjny płyn do rąk
  • Krem z filtrem (odpowiedni dla dzieci)
  • Krem Bambino
  • Maskara
  • Szczotka do włosów
  • Gumki do włosów
  • Maszynka do golenia
  • Bepanthen maść ochronna

Gospodarstwo domowe

  • Igły i nici (mały zestaw)
  • Scyzoryk
  • Karty do gry
  • Kości do gry
  • Długopisy
  • Sznurek
  • Latarka
  • Plastikowe sztućce (widelec, łyżka i nóż w jednym) x3
  • Plastikowe kubki x2
  • Plastikowe miski x2

Apteczka

  • Malarone (lek przeciwmalaryczny)
  • Apap (lek przeciwbólowy)
  • Solpadine (lek przeciwbólowy)
  • Witamina D (dla Stasia)
  • Acidolit (saszetki nawadniające w przypadku biegunki)
  • Fenistil (maść na ukąszenia)
  • Nurofen (lek przeciwgorączkowy dla dzieci)
  • Ocetnisept (środek odkażający)
  • Jednorazowe rękawiczki
  • Plastry
  • Gazik jałowy x2
  • Koc termiczny
  • Bandaż elastyczny
  • Środek na komary z DEET
  • Środek na komary dla dzieci

Elektronika

  • Kamerka GoPro
  • Aparat+ ładowarka
  • Smartfon
  • Stary telefon + ładowarka
  • Tablet
  • Mała klawiatura
  • Selfiestick
  • Słuchawki x2
  • Powerbank
  • Uniwersalna ładowarka x2
  • Przejściówka na dwie pary słuchawek
  • Przejściówka SD-> microUSB
  • Czytnik Kindle

Dokumenty

  • Paszport (Marta, Kruk, Staś)
  • Dowody osobiste (Marta, Kruk)
  • Zdjęcia paszportowe x6 (Marta, Kruk, Staś)
  • Dwie karty płatnicze, jedna karta płatnicza atrapa
  • Międzynarodowe prawo jazdy (Kruk)
  • Karta potwierdzająca kurs nurkowania (Marta, Kruk)
  • Książeczki szczepień (Marta, Kruk, Staś)
  • Ksera dokumentów (paszportów, biletów, rezerwacji)

Inne

  • Stary, brzydki portfel
  • Saszetka do schowania pod ubraniem
  • Dmuchana poduszka
  • Dwie- trzy zabawki dla Stasia
  • Kartka z wydrukowanymi symbolami podstawowych potrzeb
  • Plecak 55+5 litrów
  • Plecak 20 litrów
  • Chusta do noszenia dziecka

Po powrocie zdam Wam relację, co byśmy w tym bagażu zmienili, bez czego nie szło żyć, a co wysłaliśmy pierwszym możliwym transportem z powrotem do Polski. Tymczasem mam nadzieję, że udało nam się to wszystko wcisnąć w nasze plecaki (jesteśmy tylko po wstępnym pakowaniu) i że nie zapomnieliśmy niczego bardzo istotnego.