Jedziemy w podróż!

Odkąd pamiętam, wśród rzeczy, które bardzo chciałabym zrobić, ale nigdy bym się odważyła, mogłam bez zastanowienia wymienić podróż dookoła świata. Nigdy nie miałam na nią konkretnego planu czy pomysłu, tym bardziej funduszy i w zasadzie wygodnie mi ją było pozostawiać w fazie marzeń. Zawsze można było do niej wrócić, kiedy za oknem było szaro i brzydko, ale jednocześnie nie było trzeba było wychodzić z własnej strefy komfortu.

Z szalonymi marzeniami tak to już jest, że żeby je faktycznie zrealizować, trzeba trochę wskoczyć na głęboką wodę, trochę zaryzykować, zrobić krok w nieznane- inaczej nie nazywałoby się ich szalonymi. I pewnie wiele z nich na zawsze pozostaje tylko takimi szalonymi marzeniami, które nigdy nie były zrealizowane, ale do których miło się wraca przy kubku ciepłej herbaty w wygodnym fotelu. Chyba że spotka się osobę, która ma podobne marzenie lub która tym marzeniem zarazi się tak mocno, że jest jak jej własne. Tak było w moim przypadku.

Czas, kiedy z Krukiem ze zwykłych znajomych, staliśmy się dla siebie świetnymi kompanami do rozmawiania przez długie godziny i nocnych wypadów nad morze, był dla nas też czasem, kiedy razem odkrywaliśmy, że bardzo lubimy podróżować. Zaczęło się od szalonych podróży stopem i spania pod namiotem albo poprzez couchsurfing, potem przyszła kolej na tanie loty, a potem na całkiem długie eskapady po innych kontynentach. W planach mieliśmy ciągle nasze wspólne wielkie szalone marzenie, podróż przez duże „P”, ale ciągle było mnóstwo innych, krótszych podróży do zrobienia, a oprócz tego normalne życie, praca i studia. Ale im dalej wyjeżdżaliśmy, tym byliśmy sobie bliżsi i właściwie mimochodem, między jedną podróżą a drugą, zaręczyliśmy się, wzięliśmy ślub i zostaliśmy rodzicami. I pomimo, że nawet z dzieckiem staraliśmy się nie zwalniać tempa i już z czteromiesięcznym Stasiem, naszym synkiem, wybraliśmy się w pierwszą wyprawę, to w pewnym momencie, gdzieś mnie uderzyło, że nasza podróż powoli odchodzi do strefy tych marzeń, tych, które nigdy nie zostaną zrealizowane, o których dobrze się myśli, ale strach je zrealizować. Podzieliłam się tymi obawami z Krukiem.

Niewiele minęło czasu, kiedy Kruk wrócił do domu z informacją, że znalazł tanie loty do Chin, że znalazł dogodny termin pod koniec roku na trzy miesiące i chciałby, żeby to było wstępem do naszej wielkiej podróży. Rzecz jasna, Chiny to nie cały świat, a i trzy miesiące, to mniej, niż kiedyś planowaliśmy, ale powiedzmy sobie szczerze- jeśli nad zakupem tych biletów debatowaliśmy tydzień, to znaczy, że to nie byle jaka wyprawa. Jeszcze z dzieckiem! To nie przypominało żadnej naszej wcześniejszej podróży i zdecydowanie było jej bliżej do naszej podróży przez wielkie „P”. A więc stało się- lub też- stanie się- jedziemy do Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Rzucamy wszystko i spełniamy nasze wielkie, wspólne marzenie.

Po co Wam o tym piszę? Kiedy wyruszaliśmy w którąś z naszych małych podróż, wielu z naszych znajomych pisało, jak bardzo nam zazdrości, że chciałoby też, wypytywało o szczegóły. Rzecz nasiliła się, kiedy wróciliśmy z Izraela, który zwiedzaliśmy ze Stasiem.Postanowiłam więc opowiedzieć w jednym miejscu o wszystkich praktycznych aspektach podróżowania, o wszystkim, czego w drodze zdążyliśmy się nauczyć (lub czego ciągle się uczymy), pokazać, że jedyne, czego naprawdę człowiek potrzebuje, żeby wyruszyć w podróż, to wyzbyć się strachu i po prostu wyruszyć. Poza tym, jest też powód bardziej pragmatyczny- mam nadzieję, że ten blog zmotywuje nas do systematycznego spisywania naszych wrażeń z naszej najbliższej podróży. Zapraszamy do lektury!

Jedna myśl do “Jedziemy w podróż!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.