Za birmańską granicą

Granice między państwami dawno już przestały być tylko umownymi liniami na mapie. Wystarczy jakąś przekroczyć, a zmienia się wszystko dookoła. Najpierw to subtelne zmiany- pierwszy dziwny ubiór, pierwsza inaczej wyglądająca twarz przechodnia, ale z każdym kolejnym krokiem jest się bardziej w nowym świecie, w którym te pierwsze subtelne zmiany stają się codziennością i tym, co typowe.

Po pierwsze- ludzie

Po przekroczeniu granicy Tajlandii i Birmy, twarze Tajów zastąpiły twarze Birmańczyków i szybko zauważyliśmy, że są znacząco różne- ciemniejsze, często o ostrzejszych rysach i mniej skośnych oczach, niż twarze sąsiadów ze wschodu. Skojarzyli nam się z Hindusami, tym bardziej, że i ubiór przypominał typowy strój hinduski- mężczyźni noszą w Birmie longyi (rodzaj sarongu), czyli długie chusty przepasane na biodrach. I nie jest to bynajmniej domena ludzi starszych; co prawda wśród młodzieży częściej zdarzają się spodnie, ale i tak przeważają sarongi. Za sarong niejednokrotnie wetknięty jest nowoczesny smartfon (ale to bardzo nowa moda- powszechne ich posiadanie to w Birmie kwestia ostatnich kilku lat).

Fryzjer w centrum Yangun, niedawnej stolicy Birmy i mężczyźni ubrani w sarongi

Kobiety właściwie nie odsłaniają ani kostek, ani ramion. Lokalna kobieta w sukience do kolan bardzo zwraca moją uwagę. Birmanki również noszą albo kolorowe sarongi, albo częściej proste w kroju, ale wzorzyste spódnice, a do tego bardzo dopasowane bluzki. Często też noszą rzeczy na głowie- wielkie kosze z owocami albo torby, zupełnie jak kobiety w Indiach.

Sprzedaż owoców w ten sposób to powszedni widok na ulicach Hpa-An

To, co je wyróżnia, to tradycyjny makijaż (thanaka) na twarzy jasnym barwnikiem- jedne malują tylko kółka na policzkach, inne pokrywają nim całą twarz i szyję. Przy mocnym słońcu ten tradycyjny makijaż topi się, sprawiając bardzo nieprzyjemne wrażenie.

Birmanka chciała mieć zdjęcie z nami, my chcieliśmy mieć zdjęcie z nią
Maluje się też twarze dzieci (niezależnie od płci), ale widzieliśmy też chłopaków nastolatków z tym makijażem

Betel- czwarta najpopularniejsza używka na świecie

Żuje się tutaj betel- jest to używka na bazie liści pieprzu żuwnego, który poza właściwościami orzeźwiającymi i pobudzającymi, ma również działanie lecznicze- zabija pasożyty i odkaża przewód pokarmowy. Betel żują głównie mężczyźni, ale zdarza się też kobietom- łatwo rozpoznać, bo ciężko im się rozmawia z kulką betelu w ustach, a dodatkowo ich zęby pokrywają się czarno- czerwonym osadem.

Stoisko do przyrządania i sprzedaży betelu. Mnie nie zachęciło, ale Kruka trochę kusi, żeby spróbować. Zobaczycie, jeśli się zdecyduje

Kuchnia birmańska

Typowym daniem w birmańskiej knajpce jest gotowany ryż podawany w wielkiej misie dla wszystkich biesiadników. Do tego przystawki na ciepło i na zimno, świeże warzywa i zioła. I mięso w gęstym sosie- kurczak, wieprzowina albo ryba. W restauracjach płaci się za porcję mięsa (i to około pięć złotych), a ryż i dodatki są podawane do oporu, także niesposób wyjść głodnym. Kuchnia birmańska nie jest na szczęście tak pikantna, jak kuchnia hinduska. Nie staliśmy się jednak jej specjalnymi fanami; kuchnia Tajlandii wydała nam się bardziej orientalna i dużo smaczniejsza.

Najbardziej popularny sposób jedzenia w Birmie- do syta

Widoki za oknem

Kolejnym naszym skojarzeniem z Indiami był wygląd birmańskiego miasteczka- stare, mocno zaniedbane budyneczki wzdłuż wąskich i zaśmieconych ulic, z nowoczesnymi szyldami i lodówkami pełnymi zagranicznych gazowanych napojów. To piętno trwającej latami wojskowej dyktatury i izolacji, które niedawno zostały przerwane. Na ulicach mieszają się drewniane chałupy z trzcinowymi dachami, bardzo zniszczone kolonialne domki i postkolonialne niskie bloki, niestety też bardzo zniszczone.
Nad drzwiami do klatki schodowej wiszą różne przedmioty na sznurkach, których końce przymocowane są do kolejnych balkonów- i dzwonków. To  bardzo prosta, tutejsza wersja domofonu.
Nad ulicami wiszą sterty poplątanych kabli, z chodników wystają prawie nowe rury doprowadzające- podejrzewam, że od niedawna- bieżącą wodę do domostw.

Zwyczajny, birmański widok z okna. W lepszej części miasta
Zanim pociągniesz za sznurek, upewnij się, do którego balkonu prowadzi jego koniec
Kreatywne doprowadzenie bieżącej wody

Birma na pierwszy rzut oka

Birma nie jest krajem, który urzeka od pierwszego wejrzenia- w oczy rzuca się brud i zacofanie, kuriozalnie połączone z nowinkami z zachodu. Jednak jest w Birmie coś, co urzeka- i to chyba jest jej autentyczność. Nie ma tu zbyt wiele rzeczy przygotowanych dla turystów, za to wszystko jest prawdziwe. Nawet jeżeli brudne i nawet jeżeli trochę kuriozalne. Birma jest krajem, w którym można jeszcze poczuć azjatyckiego ducha i cieszyć się jego prawdziwością. To łączy się niestety z wielogodzinnymi przeprawami przez wyboiste drogi poza miastami, a w miastach z korkami, brudem i kurzem. Ale jeśli Birma będzie dalej tak dynamicznie starała się załatać cywilizacyjne braki, to teraz jest ostatnia okazja, żeby azjatyckiego ducha w Birmie poczuć. Na szczęście i na nieszczęście.