Beijing czyli Północna Stolica

Mieliśmy odnośnie Pekinu sporo dyskusji. Jechać czy nie jechać? Na jego niekorzyść przemawiała odległość (docelowo zmierzaliśmy na południe Chin, jadąc do Pekinu oddalaliśmy się sporo na północ), a co za tym idzie kłopotliwy i drogi transport, jak i to, że to kolejną wielka metropolia. Na korzyść- Zakazane Miasto, Tiananmen i Mur Chiński w pobliżu. Kruk już chciał zrezygnować, ja się upierałam, Staś pozostawał bezstronny. Finalnie zdecydowaliśmy się jechać tam nocnym pociągiem z miejscami do siedzenia. Dość wygodnymi, ale tej nocy nie spaliśmy dobrze. Mi po drodze włączyły się wizje zamachowców w pociągu, toteż do Pekinu przyjechaliśmy ekstremalnie zmęczeni. Na szczęście Pekin wynagrodził nam trudy podróży i okazał się wielką metropolią wartą obejrzenia.

Zakazane Miasto

To kompleks pałacowy w samym centrum Pekinu, tuż obok placu Tiananmen. Został zbudowany w XV wieku (nie mogłam się oprzeć i sprawdziłam, że to mniej więcej wtedy, co Machu Piccu) i służył za dom kolejnym 24 cesarzom dynastii Ming i Qing.
Nazwa okazuje się bardzo sensowna- kompleks jest tak duży, że z powodzeniem mógłby być uznany za miasto w mieście; zakazane dlatego że tylko nieliczni, ważni urzędnicy i dworzanie mieli tam wstęp. Przejście przez kompleks nasunęło mi skojarzenia z buddyjskimi świątyniami- przejście przez Zakazne Miasto składało się z przejść przez liczne place, które prowadzadziły do kolejnych pałaców. Stojąc na dziedzińcu widziało się tylko kolejny pałac i dopiero po przejściu przez wszystkie, miało się realne wyobrażnie o wielkości obiektu. Na pierwszym placu kilka razy do roku mogli zbierać się zwykli ludzie, kolejne były już zastrzeżone tylko dla wybranych. Niemniej, w moim odczuciu wszystkie były podobnie wykwintne. W ogóle po dłuższym spacerze odnosiłam wrażenie, że wszystkie te place i pałace, są do siebie niezmiernie podobne i można by tam się kręcić w kółko. Spacer kończył się w cesarskich ogrodach. Całość jest wspaniale zachowana (pomimo rewolucji kulturalnej, podczas której komuniści niszczyli wszystkie zabytki i dorobek kulturowy) i świetnie działa na wyobraźnię. Bez problemu można odnieść wrażenie, że trafiło się na dwór cesarski podczas jakiegoś święta (stąd tłumy) i ma się rzadką okazję popatrzeć na przepych cesarskiego domu.

Podobny widok miał cesarz chiński ze swojego pierwszego pałacu parę razy do roku, kiedy na pierwszym placu mogli zbierać się zwykli ludzie. Chociaż pewnie było więcej ludzi
Kruk na początku liczył smoki występujące na zdobieniach. Szybko spasował
Po przejściu przez wiele placów i pałaców dotarliśmy do części mieszkalnej
Spacer wieńczyły cesarskie ogrody ze świątynią

Plac Niebiańskiego Spokoju

Plac Tiananmen to największy plac na świecie, główny plac w Pekinie, przylegający do cesarskiego pałacu, a teraz wykorzystywany jako plac defiladowy, na którym odbywają się wszelkie państwowe uroczystości. Na bramie do cesarskiego pałacu wisi teraz wielki portret Mao Zedonga. Plac jest jednak głównie znany ze swojej ciemnej historii- z masakry dokonanej na studentach w 1989 (która de facto wydarzyła się na ulicy prowadzącej do Placu, o ironio, Niebiańskiego Spokoju). Protest zaczął się od demonstracji studentów i intelektualistów popierającej demokratyczne zmiany w państwie. Demonstracja przerodziła się później w strajk głodowy, a na koniec we wspomnianą masakrę, która pochłonęła rzesze ludzi (dokładna ilość nie jest znana, źródła podają bardzo różne wartości). Teraz na placu znajduje się mauzoleum Mao Zedonga (do którego nie wchodziliśmy), jest stamtąd widok na Zakazane Miasto, ale sam plac wydaje się mało interesujący i poza symboliką, niewiele ma do zaoferowania.

Udało nam się uchwycić prawie pusty plac. W rzeczywistości ciągle były na nim tłumy
Zwyczajny dzień na placu Tienanmen

Buddyjska Świątynia Lama’s Temple

Bodaj najpopularniejsza buddyjska świątynia w Pekinie, na której placach było duszno od dymu kadzideł, w świątyniach słychać było modlących się mnichów, można było zakręcić młynkiem modlitewnym i zapatrzeć się na wielkie posągi Buddy. Lubimy sobie w takich miejscach wyobrażać, że żyjemy wiele lat temu i ogromne posągi, ogólny przepych i woń kadzideł robi na mnie tym większe wrażenie, łatwo wtedy poddać się sakralnemu uniesieniu. Warto jednak pamiętać, że pomimo, że Lama’s Temple jest bardzo turystycznym miejscem i równie łatwo można spotkać mnicha medytującego w świątyni, co mnicha z tabletem w ręku, jest to wciąż miejsce pielgrzymek wyznawców buddyzmu.

Budda o wyjątkowo radosnej twarzy
W każdym kolejnym budynku kolejne posągi buddy
Mnich w przerwie między modłami, sprawdza wiadomości na facebooku
W buddyźmie wierzy się, że modlitwa działa, jeśli jest w ruchu. Stąd kręcenie młynkami z wyrytymi modlitwami albo powiewające na wietrze chorągiewki

Street market

Jedzenie tam tak nas zaskoczyło, że nic nie spróbowaliśmy. Przywitał nas widok żywych malutkich skorpionów nadzianych na kijki i gotowych do upieczenia; były też macki ogromnych ośmiornic, karaluchy, koniki morskie i skorpiony normalnej wielkości. Na szczęście żywe były tylko te małe skorpiony, ale skutecznie odebrały nam apetyty. Z bardziej znanych nam rzeczy można było zjeść pocięte smażone ziemniaki, owoce maczane w gęstym cukrowym syropie albo nadziewane bułki gotowane na parze w specjalnych bambusowych koszykach.
Ten street food zrobił na nas ogromne wrażenie- przede wszystkim porządnie zaskoczył, poza tym, ma to swój klimat: przejść się wąską uliczką, na której mieszają się wszystkie możliwe zapachy, a handlarze krzykiem zachęcają do zjedzenia ich specjałów.
Toteż nasyciliśmy nasze zmysły węchu, wzroku i słuchu do syta. Na zmysł smaku czas przyjdzie później.

Takie widoki wyjątkowo źle wpłynęły na nasze europejskie apetyty
I takie. Te były jeszcze żywe
I jeszcze wije. Kuchnia raczej dla odważnych

Pekin w pigułce

Być może po Szanghaju już trochę przywykliśmy do tłumów, bo w stolicy nie przeszkadzały nam aż tak. Być może była to kwestia naszego hostelu, który był ulokowany tylko kilka stacji metra od placu Tienanmen i tym samym nie spędzaliśmy długich godzin na podróżowaniu metrem, by dostać się do wielu atrakcji. Ale najważniejsze było chyba to, że miejsca, które oglądaliśmy w Pekinie pozwalały na chwilę zanurzyć się w zupełnie innym świecie: pałacu cesarskim, świątyni, tłocznym bazarze, toteż łatwo było zapomnieć o ogromnej metropolii, w której się w istocie było. Dlatego też przywozimy ze stolicy Państwa Środka bardzo miłe wspomnienia i możemy ją śmiało polecać innym podróżującym.