W Chinach wszystko jest bardzo

Bardzo tłoczne. Bardzo kolorowe. Bardzo neonowe i krzykliwe. Bardzo głośne. Bardzo monumentalne. Chiny- jak dotąd widziane przez nas z perspektywy dwóch wielkich metropolii- po prostu muszą być bardzo, nieważne jakiego określenia chce się użyć do ich opisu. 

Bardzo tłoczne i głośne

To nie powinno dziwić- Chińczycy to jedna szósta (czy siódma) część świata, a terytorium Chiny zajmuje znacznie mniej. Do tego spora część kraju jest bardzo nieprzyjazna do zasiedlenia, więc te przyjazne tereny są pełne ludzi. To wszystko nie dziwi. Ale my dopiero co przyjechaliśmy z Pekinu do małej miejscowości Luoyang; a przynajmniej tak nam się wydawało, zanim tu przybyliśmy, bo Luoyang ma więcej ludności, niż Warszawa i choć widać, że jest tu znacznie biedniej, niż w metropoliach, nie jest tu mniej tłoczno. Koło północy tętni tu życie, sklepy są otwarte, ulice pełne, słychać co chwilę klaksony. Ale gdyby tego było, jadąc o dwudziestej przez jeszcze mniejsze miejscowości, widać co chwilę przydrożne knajpki pełne Chińczyków. Na dworcach i w metrze panuje wieczny ścisk, we wszystkich oglądanych przez nas do tej pory atrakcjach dziewięćdziesiąt pięć procent odwiedzających stanowili Chińczycy.

A w pierwszym tygodniu października nałożą się w Chinach dwa święta, co da Chińczykom tydzień wolnego od pracy. Podobno ma być wtedy jeszcze tłoczniej. Moja wyobraźnia nie działa aż tak dobrze, żebym mogła to sobie wyobrazić. (Ale zobaczę to na własne oczy i na pewno zrobimy zdjęcia).

To tylko część ludzi czekająca tylko na jeden pociąg. Szacowaliśmy, że w tym pociągu razem z nami jechało około tysiąca ludzi- a pociągi na tej trasie jeździły regularnie co parę godzin.

Bardzo fast

Nawet nie chodzi mi o to, że ludziom tutaj się zawsze spieszy, chociaż to też nie mija się z prawdą. Ale Chiny są bardzo „fast” jeśli chodzi o styl życia. Bez problemu można tu kupić całą gotowaną kaczkę zamkniętą hermetycznie w paczce, parówki o przedziwnym różowym kolorze albo inne mięso, które w sklepie nawet nie leży w lodówce. Nabiał też nie. Jest mnóstwo słodkich wyrobów, też w paczkach, gotowych do zabrania i zjedzenia po drodze. Generalnie trzy czwarte asortymentu sklepów to rzeczy w paczkach. Działy ze zdrową i ekologiczną żywnością jeszcze nie są tu w modzie. Jak na lekarstwo możliwości kupienia świeżych owoców i warzyw- przynajmniej jeśli chodzi o metropolie, z tym w Luoyang zauważyliśmy poprawę. Bez problemu można też zjeść tu w zachodnich fastfoodach, chociaż lokalne knajpki z jedzeniem cieszą się wciąż dużym powodzeniem.

Kurze łapki, kawełek wieprzowiny albo ryba jeszcze ze skórą. Są też inne przysmaki, których nie byliśmy w stanie zidentyfikować. Wszystko w paczce na raz, obywa się bez lodówki.

Bardzo monumentalne

Żeby pomieścić tych wszystkich ludzi, którzy na co dzień tłoczą się w metrze, na ulicach i atrakcjach turystycznych, potrzeba monumentalnych budowli. Na obrzeżach Luoyang budują się nowe wieżowce mieszkalne, w których z Krukiem doliczyliśmy się (uwaga!) trzydziestu trzech pięter. Oczywiście, żeby się wszyscy zmieścili, takie i odrobinę niższe wieżowce są wszędzie- w centrach miast, na obrzeżach, a nawet godzinę drogi pociągiem od miasta. Nawet pośrodku wsi widzieliśmy bloki, nie tak wysokie, ale bloki. Niestety ma to swoją cenę; ciągła rozbudowa miast sprawia, że zabytkowe hutongi (malutkie, urocze domki) są wyburzane, by móc stawiać coraz więcej i więcej wieżowców.

Stara, niska zabudowa do rozbiórki. Na tym samym miejscu będą mogły później mieszkać setki rodzin, zamiast kilku. Generalnie rozumiem, że taka kolej rzeczy, ale jednak trochę zrobiło mi się smutno.

Bardzo neonowe

Rzuca się to w oczy zwłaszcza nocą, kiedy na ulicach jest jasno od neonowych świateł, a reklamy krzyczą kolorami i kształtami. Co ciekawe- Chińczycy lubują się w kreskówkowym i komiksowym przedstawianiu świata i nawet poważne komunikaty (na przykład co robić w przypadku pożaru) są przedstawiane w taki sposób. Zabawne, bo zanim tu przyjechaliśmy, nie raz mieliśmy wrażenie, że to w Polsce jest za dużo reklam, od teraz będziemy uważniejsi w osądach.

Mała uliczka w Luoyang prowadząca do niczego konkretnego późnym wieczorem.

Bardzo, bardzo ciekawe

Bez dwóch zdań! Chociaż często nawet na migi ciężko się dogadać, a Chińczycy bywają natrętni, jedzenie niekiedy nas przeraża, blokowanie internetu bywa męczące, a przechodzenie co bardziej ruchliwymi ulicami kojarzy się raczej z tetrisem, niż zwykłą przechadzką, to absolutnie nie żałujemy, że wybraliśmy Chiny na naszą podróż. Bawimy się świetnie i wciąż mamy ochotę na więcej.

Jedziemy w podróż!

Odkąd pamiętam, wśród rzeczy, które bardzo chciałabym zrobić, ale nigdy bym się odważyła, mogłam bez zastanowienia wymienić podróż dookoła świata. Nigdy nie miałam na nią konkretnego planu czy pomysłu, tym bardziej funduszy i w zasadzie wygodnie mi ją było pozostawiać w fazie marzeń. Zawsze można było do niej wrócić, kiedy za oknem było szaro i brzydko, ale jednocześnie nie było trzeba było wychodzić z własnej strefy komfortu.

Z szalonymi marzeniami tak to już jest, że żeby je faktycznie zrealizować, trzeba trochę wskoczyć na głęboką wodę, trochę zaryzykować, zrobić krok w nieznane- inaczej nie nazywałoby się ich szalonymi. I pewnie wiele z nich na zawsze pozostaje tylko takimi szalonymi marzeniami, które nigdy nie były zrealizowane, ale do których miło się wraca przy kubku ciepłej herbaty w wygodnym fotelu. Chyba że spotka się osobę, która ma podobne marzenie lub która tym marzeniem zarazi się tak mocno, że jest jak jej własne. Tak było w moim przypadku.

Czas, kiedy z Krukiem ze zwykłych znajomych, staliśmy się dla siebie świetnymi kompanami do rozmawiania przez długie godziny i nocnych wypadów nad morze, był dla nas też czasem, kiedy razem odkrywaliśmy, że bardzo lubimy podróżować. Zaczęło się od szalonych podróży stopem i spania pod namiotem albo poprzez couchsurfing, potem przyszła kolej na tanie loty, a potem na całkiem długie eskapady po innych kontynentach. W planach mieliśmy ciągle nasze wspólne wielkie szalone marzenie, podróż przez duże „P”, ale ciągle było mnóstwo innych, krótszych podróży do zrobienia, a oprócz tego normalne życie, praca i studia. Ale im dalej wyjeżdżaliśmy, tym byliśmy sobie bliżsi i właściwie mimochodem, między jedną podróżą a drugą, zaręczyliśmy się, wzięliśmy ślub i zostaliśmy rodzicami. I pomimo, że nawet z dzieckiem staraliśmy się nie zwalniać tempa i już z czteromiesięcznym Stasiem, naszym synkiem, wybraliśmy się w pierwszą wyprawę, to w pewnym momencie, gdzieś mnie uderzyło, że nasza podróż powoli odchodzi do strefy tych marzeń, tych, które nigdy nie zostaną zrealizowane, o których dobrze się myśli, ale strach je zrealizować. Podzieliłam się tymi obawami z Krukiem.

Niewiele minęło czasu, kiedy Kruk wrócił do domu z informacją, że znalazł tanie loty do Chin, że znalazł dogodny termin pod koniec roku na trzy miesiące i chciałby, żeby to było wstępem do naszej wielkiej podróży. Rzecz jasna, Chiny to nie cały świat, a i trzy miesiące, to mniej, niż kiedyś planowaliśmy, ale powiedzmy sobie szczerze- jeśli nad zakupem tych biletów debatowaliśmy tydzień, to znaczy, że to nie byle jaka wyprawa. Jeszcze z dzieckiem! To nie przypominało żadnej naszej wcześniejszej podróży i zdecydowanie było jej bliżej do naszej podróży przez wielkie „P”. A więc stało się- lub też- stanie się- jedziemy do Chin i Azji Południowo-Wschodniej. Rzucamy wszystko i spełniamy nasze wielkie, wspólne marzenie.

Po co Wam o tym piszę? Kiedy wyruszaliśmy w którąś z naszych małych podróż, wielu z naszych znajomych pisało, jak bardzo nam zazdrości, że chciałoby też, wypytywało o szczegóły. Rzecz nasiliła się, kiedy wróciliśmy z Izraela, który zwiedzaliśmy ze Stasiem.Postanowiłam więc opowiedzieć w jednym miejscu o wszystkich praktycznych aspektach podróżowania, o wszystkim, czego w drodze zdążyliśmy się nauczyć (lub czego ciągle się uczymy), pokazać, że jedyne, czego naprawdę człowiek potrzebuje, żeby wyruszyć w podróż, to wyzbyć się strachu i po prostu wyruszyć. Poza tym, jest też powód bardziej pragmatyczny- mam nadzieję, że ten blog zmotywuje nas do systematycznego spisywania naszych wrażeń z naszej najbliższej podróży. Zapraszamy do lektury!