Pierwszy miesiąc jako Włóczykije

Dokładnie miesiąc temu wsiedliśmy w pociąg do Warszawy, rozpoczynając tym samym naszą podróż. Potem były dwa samoloty i niezliczona ilość autobusów i pociągów. Mnóstwo pięknych miejsc. Czternaście różnych pokoi i łóżek do spania, cztery różne kuszetki. Miesiąc trudnej, ale ekscytującej przygody za nami. Dwa razy tyle przed nami. Z tej okazji napisałam o różnych aspektach podróżowania z dzieckiem.

Elastyczny plan wycieczki

Przed podróżami ze Stasiem, kreśliliśmy tylko orientacyjny plan podróży, wyszukiwaliśmy ciekawe miejsca na mapie i szacowaliśmy czasy przejazdów, żeby się zmieścić w ramach czasowych. Dziecko w tej kwestii nic nie zmieniło. A właściwie utwierdziło nas w starych zwyczajach- podróżując ze Stasiem nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie będziemy potrzebowali dnia przeznaczonego tylko na odpoczynek, czy uda nam się zobaczyć nasze punkty programu w wyznaczonym czasie; musimy być elastyczni. Ale nie tylko ze względu na Stasia- w Chengdu odkryliśmy, że park narodowy, który Kruk bardzo chciał zobaczyć, po ostatnim trzęsieniu ziemi jest zamknięty na kilka miesięcy, innym razem bilety na busa, którym planowaliśmy pojechać do kolejnej miejscowości zostały wyprzedane na dany dzień. Pomocne okazuje się rezerwowanie noclegów tylko na parę nocy do przodu i z możliwością odwołania.
Chociaż przez taki styl podróżowania nie zobaczyliśmy kilku rzeczy z naszej listy, a czasem zobaczyliśmy inne, czasem kosztowało nas to też trochę nerwów, to uważam, że podróżując z dzieckiem nie warto trzymać się sztywnych ram.

Wolniej, ale przyjemniej

To rzecz poniekąd oczywista- jeśli zwiedza się z dzieckiem, warto dać sobie więcej czasu. Na nieplanowane przerwy na fikanie albo jedzenie malucha czy odpoczynek dla rodziców zmęczonych noszeniem.
Łatwo o tym pisać, ciężej zrobić. Nam czasem zdarzało się oglądać coś na chwilę przed zamknięciem i zdecydowanie nie jest to najprzyjemniejsza forma spędzania czasu.

Zawsze jest dobra pora, żeby kupić na ulicy i zjeść pieczonego batata

Czas dla Stasia

Już o tym pisałam, ale podróż z rocznym dzieckiem wymaga częstych przerw na zabawę. Wiek to o tyle kłopotliwy, że Staś jeszcze samodzielnie nie chodzi, a już potrzebuje sporo czasu dla siebie. To wymaga szukania odpowiedniego miejsca dla raczkującego bobasa, który lubi ćwiczyć wstawanie i pierwsze kroczki- czyli najlepiej kawałek trawy i ławka lub niski murek. Jednak często Staś zgłasza swoją potrzebę nagle i gwałtownie, wtedy musimy popisywać się kreatywnością i znajdować miejsce na zabawę tam, gdzie jesteśmy. Bywa to kłopotliwe, ale jakoś zawsze udaje nam się wypracować satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie.

Czasem uda nam się ze Stasiem dogadać i czas na fikanie mamy w pięknym, spokojnym miejscu
Innym razem, na chwilę przed atrakcją, Staś upiera się, że musi poprzekładać kamyczki. Więc my siedzimy i czekamy

Pieluchy i chusteczki- nowe symbole luksusu

W dużych miastach nie było z tym problemu, ale im mniejsze odwiedzamy miejscowości, tym bardziej jednorazowe pieluszki i nawilżane chusteczki stają się symbolem luksusu. Ciężko je zdobyć, jak już są, to tylko dwa rozmiary (najmniejszy i największy) i potrafią być horrendalnie drogie.
Pieluchy chińskich marek są dużo mniej chłonne, a zdarzają się i takie, które w ogóle nie mają zapięć i w instrukcji użytkowania magicznie pojawia się jakiś pasek, który pieluchę powinien trzymać. W opakowaniu pieluch pasek magicznie się niestety nie pojawia. Toteż po zakupie takich pieluch, zaraz śmigaliśmy oo kolejne opakowanie i od tego momentu uważniej przypatrujemy się rysunkom na opakowaniu.
Co do chusteczek, próbowaliśmy przerzucić się na zwykłe chusteczki i wodę, ale pierwsza poważna kupa rozsmarowana po wszystkich częściach mojej i Stasia garderoby, wybiła nam ten pomysł z głowy. Próbowaliśmy też sił w odpieluchowaniu, na razie bezskutecznie. Pytania nasuwają mi się dwa. Pierwsze, co to będzie w Laosie i Birmie, jeśli tam nas wywieje; drugie, jak radzili sobie rodzice sprzed epoki tych wynalazków. Wiedzcie, że całym serduszkiem Was podziwiam. Przyjmuję też chętnie wszystkie rady w zakresie odpieluchowania. Pilne!

Posiłki Małego Włóczykija

Staś je metodą BLW czyli od początku rozszerzania diety jadł jedzenie w kawałkach, a nie papki. Jadł wszystko własnoręcznie, co pozwalało mi zawsze na jedzenie ciepłych posiłków, a jemu na samodzielne decydowanie co i w jakiej ilości chciałby zjeść. Dzięki temu przeskoczyliśmy jeden etap nauki, a ciekawość Stasia powodowała, że chętnie sięgał po prawie wszystko, co mu proponowaliśmy. I tak w Chinach zajada się ryżem, makaronem, warzywami i mięsem wprost z naszych talerzy. Pije z nami wodę ze zwykłej plastikowej butelki, którą wystarczy mu przechylić, a herbatę ze szkalnki.

Staś jeszcze nie rozkminił konceptu pałeczek. Ale ma jeszcze dwa mieisiące

Jednak o ile w knajpkach jemy raczej zdrowo, o tyle w sklepach bardzo ciężko o zdrową żywność. Wydawało mi się, że nie ma nic prostszego, ale chińskie sklepy szybko zweryfikowały mój pogląd- wybór jest tu między słodyczami a wszelkiego rodzaju mięsem w paczkach, które nie leżą w lodówce. Nabiał jest sumą powyższych- zawsze słodki i nie wymaga chłodzenia. Toteż, choć niechętnie, wprowadziliśmy do Stasia diety rzeczy słodzone.
Co istotne, Staś jest dalej karmiony piersią, co pozwala na podanie mu na pewno zdrowego posiłku oraz ratuje nas w sytuacji, kiedy o jakimś posiłku zapomnimy (sami wytrzymamy do najbliższej stacji/ sklepu/ knajpki) albo kiedy Staś ma problem, żeby zasnąć.

Spanie

W Polsce Staś spał u siebie w łóżeczku; tutaj, kierowani chęcią zabrania jak najmniejszej ilości rzeczy, nie wzięliśmy żadnego turatycznego łóżeczka ani niczego w tym stylu. W naszym pierwszym hotelu dostaliśmy turystyczne łóżeczko, ale Staś przespał w nim tylko chwilę i obudził się z krzykiem. Od tamtej pory śpi razem z nami w łóżku i zazwyczaj przesypia noce jeszcze lepiej, niż w Polsce, a musicie wiedzieć, że spał on tam naprawdę dobrze. Dzięki temu, że jest taki dobry w spanie, podczas tej podróży nie raz jeździliśmy nocnym pociągiem, zyskując tym samym sporo czasu i wyspiając się nienajgorzej.
Z drzemkami w ciągu dnia też nie mamy kłopotu, bo te zazwyczaj Staś urządza w chuście. Ale zdarzyło nam się parę razy, że zasnął, my chcieliśmy gdzieś iść, opanowaliśmy więc motanie w chustę śpiącego Stasia. Działa.

Staś na dworcu śpiący. Rodzicom się nie spieszyło

Myślę, że taki dobry sen Stasia to wypadkowa dwóch rzeczy- wrodzonego talentu i kwestii przyzwyczajenia. W domu często grała u nas muzyka, której nie ściszałam na Stasia drzemki i zawsze spał przy naturalnym oświetleniu za dnia. To sprawiło, że teraz jak jest zmęczony, śpi w chuście, w gwarnym pociągu, w restauracji, w parku, gdziekolwiek.
Ze spania Stasia w podróży jesteśmy bardzo, bardzo zadowoleni. Pytanie tylko, czy po powrocie do domu, damy go łatwo radę namówić na spanie z powrotem w osobnym łóżeczku, ale o to będziemy się martwić później.

Więzy rodzinne

Myślę, że aspektem, o którym rzadko się mówi w związku z podróżowaniem z dzieckiem jest to, że dziecko ma oboje rodziców dla siebie przez całą dobę. To wyjątkowa okazja do spędzenia ze sobą mnóstwa wartościowego czasu. Zwykle tylko jeden z rodziców ma taką okazję, a podróż staje się nie tylko poznawaniem nowych miejsc i kultur, ale też pretekstem do fajniejszej relacji z dzieckiem.

Staś gonił mamę. Jak widzicie, ubaw po malutkie paszki

Ale są i minusy. W Polsce mamy naszych rodziców i parę innych osób, którym mogliśmy Stasia podrzucić, żeby wyskoczyć na randkę albo zwyczajnie od trudów rodzicielstwa odpocząć. Tutaj nie ma o tym mowy. Jesteśmy zdani tylko na siebie i czasem bywa to ciężkie.
Z rodziną rozmawiamy na skype raz w tygodniu. Mamy tutaj strefę czasową o sześć godzin różną od polskiej, także u nas jest już późny wieczór, kiedy w Polsce dziadkowie dopiero kończą pracę. Ale zawsze udaje się chociaż na chwilę porozmawiać i Staś za każdym razem nie posiada się ze szczęścia, jak widzi znane sobie twarze w telefonie. Zresztą, dziadek, babcie i reszta rodziny też nie posiadają się ze szczęścia, że widzi Stasia.

Szczepienia

Tak na marginesie, jeśli będziecie planowali podróż ze swoim maluchem, to odradzam Wam naszą opcję czyli wyjazd zaraz po pierwszych urodzinach ze względu na szczepienia.
My jesteśmy zaszczepieni przeciw WZW A i B i na dur brzuszny. Stasiowi chcieliśmy zaserwować taki sam zestaw. WZW B jest w standardowym pakiecie szczepień, na dur brzuszny nie szczepi się dzieci poniżej trzeciego roku życia. Przeciw WZW A można zaszczepić dzieci od roku wzwyż.
Dodatkowo szczepienie przeciwko pneumokokom i meninogokokom wymaga jednej dawki mniej, jeśli zaczyna się szczepienie po pierwszych urodzinach- to ma znaczenie tylko jeśli nie szczepiliście na to swoich maluchów wcześniej. My nie szczepiliśmy i zdecydowaliśmy się dopiero pod wpływem wyjazdu.
Dlatego ze względu na szczepienia, warto wybrać się w podróż dwa trzy miesiące później, niż zaraz po pierwszych urodzinach. Jeśli wybieracie się z trzylatkiem, również proponuję wybrać się odrobinę później, niż zaraz po urodzinach, żeby spokojnie był czas, żeby go zaszczepić.

Rodzina z plecakiem

Po miesiącu podróżowania z dzieckiem, mamy wrażenie, jakbyśmy nigdy nie robili nic innego, nowy styl życia wszedł nam w krew i nawet nie zauważyliśmy, kiedy nasze kolejne hostele zaczęliśmy nazywać „domem”. Staś- trochę się tego obawiałam- szybko się przyzwyczaja do kolejnych miejsc, nie sprawia wrażenia, jakby mu przeszkadzało, że prawie codziennie śpi w innym łóżku. Ma dwójkę rodziców non stop przy sobie, ma swój czas na swoje aktywności, czasem tylko narzeka na zbyt dużo noszenia w chuście.
Śpi świetnie i je dużo nowych rzeczy. My staramy się planować tylko z małym wyprzedzeniem i dawać sobie na wszystko więcej czasu.
Myślę, że byłoby nam dużo łatwiej podróżować z dzieckiem odpieluchowanym i samodzielnie chodzącym. Doadtkowo, z praktycznego punktu widzenia lepiej odczekać trochę po roczku dziecka, żeby na spokojnie zrobić odpowiednie szczepienia.
Ale generalnie my całym serdudzkiem podróżowanie z dzieckiem polecamy. Żadna wcześniejsza podróż nie dawała nam tyle satysfakcji i radości co ta, w którą wybraliśmy się z naszym Małym Włóczykijem.