Slumsy i góra złota

W Birmie jest właściwie jeden typ atrakcji turystycznej- buddyjska świątynia. Jak się turysta mocno uprze, to znajdzie jakieś inne, ale bez wątpienia to świątynie dominują na listach rzeczy do zobaczenia w każdym z birmańskich miast. To jednak, czego na listach nie ma (i nic zresztą dziwnego), a co bez wątpienia w Birmie jest do zobaczenia, to codzienność Birmańczyków. I choć w naszej ocenie świątynie wypadały ciekawie, to zwykłe birmańskie życie dalece bardziej zapadało w pamięć.

W cieniu świątyni Shwedagon

W Yangun, do niedawna stolicy Birmy, jest jedna z największych atrakcji tego kraju- buddyjska świątynia Shwedagon. Z daleka widać wielki, złoty stożek- stupę (najprostszy typ buddyjskiej budowli sakralnej). Jest częściowo ze złota, częściowo złotem pokryta. Można tu też znaleźć relikiwie Buddy, miejsca do modlenia się w zależności od dnia tygodnia, w którym się urodziło, miejsca na donację- wszystko pełne przepychu i majestatu. Nie powinno to wzbudzać jakiegoś wielkiego zdziwienia- to częste atrybuty świątyń. W Yangun jednak nas to uderzyło, bo spora część miasta to prawdziwe slumsy- złota świątynia góruje nad nędzą i ubóstwem, jakich wcześniej w życiu nie widzieliśmy.

Stupa świątyni Shwedagon
Przepych wewnątrz świątyni
Jeszcze więcej złotych posągów Buddy

Z dala od świątyni

W Yangun mieliśmy hostel półtora kilometra od ścisłego centrum miasta, w niemalże samym środku slumsów. Powietrze było parne, a zapach spalin mieszał się ze słodkawym zapachem gałki muszkatołowej. Przy głównej asfaltowej drodze stały mocno zniszczone, ale ceglane budynki. Przy mniejszych zamiast tego drewniane szałasy, z bambusowymi strzechami albo domy zrobione z kilku kawałków balchy. Bez okien, czasem bez drzwi. Drzwi, nawet jeżeli były, często były otwarte i można było zajrzeć do pustawych izb. Zerknęliśmy do jednej z nich- na podłodze leżał dywan, na którym bawiło się dziecko, a dwójka dorosłych na nim siedziała, oglądając telewizję z małego odbiornika. Poza telewiozorem i dywanem nie dostrzegliśmy tam żadnych sprzętów. Wszędzie dookoła domostw leżały sterty śmieci- a może były to jeszcze używane rzeczy? Na palach suszyło się pranie, a przy drodze chodziły kury i bezdomne psy. Dzieci w obdartych ubraniach pokrytych startymi już motywami popkultury i poważnym brudem biegały bez opieki po, bądź co bądź, uczęszczanych przez pojazdy drogach- jeśli miały szczęście. Jeśli go nie miały, pomagały w pracy rodzicom, albo żebrały. O ile można mówić o szczęściu w takiej sytuacji. A to wszystko kilka kilometrów od, niemalże w cieniu wielkiej, majestatycznej świątyni Shwedagon.

W innych miastach

Niestety, podobny widok był w Birmie był prawie tak typowy, jak widok buddyjskiej świątyni. Widzieliśmy w Birmie ludzi, którzy myli się i pili wodę bezpośrednio z rzeki, o której czytaliśmy, żeby się w niej nie kąpać, bo nie jest dostatecznie czysta. Widzieliśmy przy drogach za miastem stragany ze słodkimi napojami i przekąskami, które to stragany prawdopodobnie służyły ich właścicielom za domy- świadczyły o tym prowizoryczne łóżka, rozwieszone na uboczu pranie i bawiące się w pobliżu dzieci. Część z nich miała skutery i na noc pewnie wracała do domów, ale obawiamy się, że nie wszyscy mieli do czego wracać. Na drogach w mieście bawiły się dzieci, przeganiane przez kierowców pojazdów dźwiękiem klaksonu. Jedno z dzieci ciągnęło swoje młodsze rodzeństwo w jakimś rodzaju zdezelowanego chodzika- na środku drogi w środku miasta. Innym za zabawki służyły stare opony wyciągnięte wprost z wysypiska śmieci, które znajdowało się zaraz obok ich domostw. Dzieciaki nie mają tam podwórek ani parków z placami zabaw. Bawią się dosłownie na ulicy. Wyglądało to tak, jakby całe życie mieszkańców Birmy toczyło się na ulicy. Pośród brudu, kurzu i spalin, z wszechobecnym dźwiękiem klaksonów i hałasem ruchu ulicznego. Bez dostępu do czystej wody. To zdecydowanie nie było ani dobre miejsce do zabawy dla dzieci, ani dobre miejsce do życia.

Ulice Yangun, do niedawna stolicy Birmy
Nie jesteśmy pewni czy to, co widzimy, to domostwa, zakłady pracy czy oba na raz
Bez wątpienia te widoki napawają smutkiem
Lokalna kawiarnia

Codzienność Birmańczyków

Doświadczenie codzienności Birmańczyków nie należało do doświadczeń łatwych i przyjemnych. Raczej napawało smutkiem i stawiało przed pytaniem, co można z tym zrobić. Przypomniało nam też, jak wielkie mamy szczęście, mając dom, do którego chcemy wracać, zapłatę za pracę i dobre warunki, żeby wychowywać dzieci.