Co łączy dziadka Kruka z Laosem?

Dziadek Benek mieszka w Borach Tucholskich, godzinę drogi od Bydgoszczy, w małej miejscowości niedaleko jeziorka. Chyba nigdy nie był za granicą i mógłby nie wiedzieć, zapytany, gdzie jest Laos. A jednak ma pewną cechę, która sprawia, że czułby się tutaj jak ryba w wodzie.

Gdyby dziadek żył w Laosie

Dziadek Benek prowadzi małe gospodarstwo, z małym inwentarzem i małym polem do obsiewania. Jego dzień jest podporządkowany rutynowym pracom w gospodarstwie, zależnymi od pory roku, oprócz tego zajmuje się drobnymi naprawami, handelem wymiennym i krótkimi rozmowami z sąsiadami. Każdy wie, co u kogo słychać. Dziadek wstaje o świcie i chodzi spać z kurami, po osiemnastej lepiej do niego nie dzwonić. W domu ma telewizor i radio, ale sam nigdy ich nie włącza. Nie czytuje książek i nie rozwiązuje krzyżówek. Swój wolny czas spędza siedząc pod orzechem przed domem i myśląc. Czasem, gdy przechodzi jakiś sąsiad, zamieni z nim parę słów, czasem przejedzie jakiś samochód; przez większość czasu nie będzie działo się nic. Dziadek będzie siedział i myślał. I to mu się nie znudzi.
Takich właśnie siedzących na ganku i myślących Laotańczyków mijamy przejeżdżając z miasta do miasta, siedząc w busie. Jest nam trochę niedobrze, bo drogi wyjąkowo kręte- żałujemy, bo tyle moglibyśmy rzeczy zrobić podczas przejazdów. Zwłaszcza, jak Staś śpi. Poczytać o miejscach, do których się wybieramy, zarezerwować noclegi. Odpisać na wiadomości, napisać zaległe notatki na blogu. Albo chociaż obejrzeć razem jakiś film, może poczytać coś dla przyjemności. Ale nie, walczymy z nudnościami i nie możemy zrobić nic.
To skłania nas do refleksji, że ludzie, których mija nasz autobus, siedzą zapewne wiele godzin przed swoimi domostwami, z rzadka zamieniają z kimś parę słów. Mają talerze satelitarne, ale jednak nie oglądają telewizji. Siedzą i myślą. Nudzą się, jak na moje. Ale to ich styl bycia. Mieszkańcy Laosu zdecydowanie żyją powoli. Oczywiście, zapewne wielu z nich książki czyta i zna na pamięć epizody tajskich telenoweli; to jednak, co ich od nas różni, to to, że powolny, spokojny czas nie jest dla nich czasem zmarnowanym. I nam się to podoba, choć przyzwyczajenie do pośpiechu jest w nas silne.

Dobrze wykorzystany spokojny czas w stylu Lao

To nie tylko kwestia wiosek

Taki styl bycia widać też w codziennych sytuacjach, nawet w większych miastach. W Luang Prabang pewnego razu weszliśmy do sklepu po wodę. Pani ekspedientka siedziała na podłodze razem ze swoją małą córeczką. Przywitaliśmy się i zapytaliśmy o wodę, pani gestem dłoni wskazała, gdzie są butelki z wodą. Mieliśmy się obsłużyć sami. Po czym rzuciła cenę; nie podeszła do lady odebrać pieniędzy, ani nawet sprawdzić, czy banknotów nie rozwiewa wiatr. Ot, siedziała sobie z córeczką na podłodze i spędzała z nią miły czas. Innym razem, w małej miejscowości Oudomxay, chciałam kupić Stasiowi kask na wypadek, gdyby udało nam się trochę popodróżować tutaj na skuterze. Udało mi się znaleźć sklep z rowerkami dziecięcymi, ale pani ekspedientka leżała sobie przykryta kołdrą na łóżku w tyłach sklepu i nie podeszła nawet, by zapytać, po co przyszłam. Nie sądzę, żeby była niemiła. Myślę raczej, że uznała, że nie ma nic, co mogłaby mi sprzedać, albo że zwyczajnie nie będzie się w stanie ze mną porozumieć, więc nie ma sensu, żeby wstawała z łóżka.

Pewna knajpka w godzinach otwarcia. Proponujemy zabawę w „znajdź sprzedawcę”

Bądźmy bardziej Lao

Nam czasem trudno to zrozumieć, czasem się denerwujemy. Jak autobus się spóźnia, albo jak kierowca robi milion przerw podczas podróży, bo autobus się przegrzewa. Bo chcemy mieć wszystko dokładnie wyliczone, zaplanowane. Wszystko musi się zgadzać. Ale w głębi duszy trochę Laotańczykom zazdrościmy tego spokoju, tego, że nie czują presji, żeby coś robić, bo inaczej czas będzie zmarnowany.
Podczas pobytu w Laosie, zwłaszcza w Luang Prabang, gdzie dopadła nas choroba, uczymy się, jak żyć trochę wolniej, jak nie gonić z miejsca na miejsce. Odpoczywamy. Trochę nam z tym nieswojo, ale siedzimy w jednym miejscu, mamy czas na wszystko i dużo myślimy. Jest bardzo przyjemnie.