O wielkim mieście i starych Chinach- krótka relacja z Szanghaju i okolic

Szanghaj jest największym miastem Chin i jedną z największych metropolii świata. Zazwyczaj to dla nas wystarczająca recenzja, by takich miast unikać; pewnie gdyby nie długi lot właśnie tutaj, w ogóle byśmy się tu nie zatrzymali. Nie jesteśmy fanami tłoku, korków i wieżowcowych panoram, nie przepadamy podróżować godzinami podziemnymi labiryntami metra (chociaż to bywa w pewien sposób fascynujące) i zwiedzać w ścisku turystów.

Co amatorzy spokoju polecają w Szanghaju

W Szanghaju pozwoliliśmy sobie na sporą dawkę odpoczynku (nawet Staś chętnie z nami odsypiał, pomimo że przespał prawie cały nocny lot), ale postawiliśmy sobie za cel poszukać jakichś interesujących miejsc. I je znaleźliśmy. Przede wszystkim interesujący okazał się park przy People’s Square, który od czasu do czasu pełnił rolę biura matrymonialnego (opisałam go w Czterech pierwszych zdziwieniach); okazuje się, że tradycja swatania dzieci przez ich rodziców w Chinach jest dalej żywa. Mam nadzieję, że to taka tradycyjna wersja portali randkowych i w ten sposób wybrani młodzi ludzie mają okazję się poznać i dokonać samodzielnych wyborów. Mamy w planach spać w Chinach nie tylko w hostelach, ale też u gospodarzy z couchsurfingu i jeśli tak się stanie, koniecznie o to dopytam.
Wracam jednak do naszego pobytu w Szanghaju- po wizycie w tym przedziwnym parku przeszliśmy się najbardziej znaną sklepową aleją, Nanjing Road (która zrobiła na nas średnie wrażenie; była imponujących rozmiarów i imponująco zatłoczona) i dotarliśmy do Bundu, czyli nabrzeża rzeki Huangpu, skąd rozpościera się widok na wieżowcową część miasta, ze wszystkimi jej drapaczami chmur i ze słynnym wieżowcem wyglądającym jak otwieracz do piwa. Po zmroku, kiedy wszystko jest podświetlone na milion różnych kolorów wygląda naprawdę ładnie.

To którędy idziemy?

Bund najlepiej prezentuje się po zmierzchu

Stamtąd wzdłuż rzeki przeszliśmy się do Yu Garden, ogrodów, w których można podejrzeć rosnące bambusy, a które łączą się ze starą częścią miasta. Część z budynków jest odrestaurowana i przerobiona na sklepy i atrakcje dla turystów, jednak zanim ją znaleźliśmy, udało nam się znaleźć fragment Szanghaju, który zdecydowanie nie wyglądał jak ten z pocztówek i przewodników- przechodziliśmy pomiędzy ciasno upakowanymi budyneczkami o orientalnym dla nas wyglądzie, dookoła rozmieszczone były stragany i warsztaty, golibroda golił kogoś na środku ulicy, w oknach suszyło się pranie i aż trudno było uwierzyć, że to serce wielkiej metropolii. To było naprawdę ciekawe doświadczenie.

Takie widoki dwadzieścia minut od ścisłego centrum Szanghaju

Kiedy potem znaleźliśmy tę odrestaurowaną część, nie mogliśmy odmówić jej uroku i klasy- wyglądała dokładnie tak, jak się oczekiwało; dominował kolor czerwony i żółty, daszki miały specyficzny kształt, pełno było lampionów, smoków i innych zdobień- ale pełno też było turystów i ciężko było nie odnieść wrażenia, że wszystko to jest odrobinę sztuczne.

Staś uznał, że taka wersja starych Chin to jednak komercja i on idzie spać

I przespał naprawdę ładne miejsca

Podróż do Tong li

To zainspirowało nas do poszukiwania prawdziwych starych Chin, oczywiście w miarę możliwości. Następnego dnia, w którym zamierzaliśmy kręcić się dalej po Szanghaju, zamiast tego, wybraliśmy się do Tong li, tysiącletniego miasteczka, w którym zachowała się stara zabudowa, a dodatkowo nie było przepełnione turystami. Po dość długiej podróży szybką koleją, później busikiem, a na końcu pieszo, znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Co prawda Tong li na turystów czeka i jest gotowe na przyjęcie znacznej ich ilości, ale jeszcze można się w nim zupełnie zgubić i zanurzyć w jego klimacie. Co więcej, część z domów jest jeszcze zamieszkała, więc przed starymi domkami stoją współczesne skutery, a gdy przechodziliśmy obok kanału, Chinka płukała w wodzie owoce. Tong li jest całe poprzecinane kanałami, co dodaje mu uroku, a spragnieni wrażeń, mogą się przepłynąć stara łodzią. Można tu skosztować tradycyjnych wypieków (i tylko zgadywać, które będą słone, a które słodkie), ale można też kupić cała gamę współczesnych pamiątek. Można obejrzeć od środka stare chińskie domy co ważniejszych osobistości (które wyglądały zupełnie jak w „Mulan”!), z okrągłymi przejściami, sadzawkami i pięknymi ogródkami. A przede wszystkim, poczuć się chociaż przez chwilę jak w podróży w czasie i zanurzyć się w duchu historycznych, starych Chin.

Zwyczajny ładny widok w Tong li

I niezwyczajny dom

Chłopacy zapatrzyli się na łodzie

Część dotąd zamieszkana- z miniaturowymi okienkami

Toteż, chociaż nie zabrzmi to najlepiej, najbardziej z Szangahju podobało nam się Tong li, miasteczko oddalone od niego o wiele kilometrów. Pomimo że stamtąd ruszyliśmy od razu do Pekinu (bo upierałam się jak kózka przy Wielkim Murze i Zakazanym Mieście), postanowiliśmy że resztę podróży spędzimy raczej w małych miejscowościach, rozkoszując się ich spokojem i odrobiną autentyczności.