Songpan i niewyobrażalnie piękna kraina

Songpan, miejscowość położona w północnym Syczuanie, leży na prawie czterech tysiącach metrów i jest główną bazą wypadową do eksplorowania pobliskich Parków Narodowych i Krajobrazowych. Najpopularniejszy z nich, Park Narodowy Jiuzhaigou po ostatnim trzęsieniu ziemi w sierpniu tego roku został zamknięty na czas przynajmniej dwunastu miesięcy. Dowiedzieliśmy się o tym na krótko przed wyjazdem do Songpan i nawet przez chwilę się zastanawialiśmy, czy jechać. Ostatecznie się zdecydowaliśmy i była to jak do tej pory najlepsza decyzja tej wycieczki.

Szczęście w nieszczęściu

Parki, które udało nam się zobaczyć, były niewyobrażlnie ładne. Ale nasze szczęście nie na tym polegało. Nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy, że dylemat czy jechać do Songpan, skoro główna jego atrakcja jest zamknięta, mieliśmy nie tylko my. Wiele zorganizowanych wycieczek zostało odwołanych, a i pewnie wielu prywatnych turystów zmieniło swoje plany (w końcu chiński turysta może równie dobrze pojechać tam za rok. My nie). Toteż Songpan, nawet pomimo chińskiego narodowego święta, pozostało spokojną mieściną, w której z radością odpoczywaliśmy od metra, tłumów i zgiełku, a odwiedzone przez nas parki były piękne, spokojne i niemalże puste.
Wszystkie trzy miejsca, do których dotarliśmy były w odległości około czterdziestu minut do godziny jazdy samochodem od Songpan. Jeżdżą tam też busy, ale bardzo wcześnie rano, a nasz hostel organizował tam wycieczki, na które dla wygody się zdecydowaliśmy.

Kaskadowe jeziora w parku Huanglong

Nasz niekwestionowany numer jeden to Park Narodowy Huanglong. Słynie z kaskadowych jezior, unikalnych na świecie (jest tylko parę miejsc na ziemi, gdzie można coś takiego zobaczyć), ale cały park zapiera dech w piersiach i to nie tylko z powodu dużej wysokości nad poziomem morza. W Huanglong zachowała się dziewicza natura, potężne, stare drzewa, niewielkie, ale rozległe wodospady, duża jaskinia z ogromną ilością stalaktytów i dwie buddyjskie świątnie na końcu trasy widokowej. Zwykle w naturze zachwyca mnie to, co monumentalne- wielkie góry, potężne wodospady, rwące rzeki; w Huanglong właściwie nic takie nie było, park był cichy, spokojny, dostojny, a przy tym niesamowicie piękny w detalach. Zachwycały kolory i formy, spokojna woda, grunt, roślinność, kamienie, wszystko. W Huanglong nie było nic monumentalnego, a był przepiękny. W mojej prywatnej skali piękna to niesamowity wyczyn.

Staś śpi, my się zachwycamy
Właściwie co kawałek kolejny piękny widok
Na końcu ścieżki znajduje się buddyjska świątynia

Żeby przejść cały park potrzebowaliśmy około pięciu godzin (trzy na wspinaczkę w górę, dwie na powrót; z mniej więcej czterema przerwami) i była to głównie wspinaczka po drewnianych schodach. W alternatywie była kolejka linowa, ale w tym wypadku uważam to za wyjątkowo kiepskie rozwiązanie, bo właściwie cały czas podczas wspinaczki napotykaliśmy na coraz piękniejsze miejsca, których z kolejki nie byłoby widać. Dla nas był to spory wysiłek, ale też ogromna satysfakcja. I obłędnie piękne widoki. Tak piękne, że zastanawialiśmy się z Krukiem czy to nie jest najpiękniejsze, co w życiu widzieliśmy. Chociaż nie mogliśmy tego stwierdzić z całą pewnością, to zdecydowanie Park Narodowy Huanglong jest miejscem pięknym i niesamowitym.

Krystalicznie czyste jeziora Muni Gu

Park Krajobrazowy Muni jest podobno małą namiastką zamkniętego teraz Parku Jiuzhaigou- jeśli tak, park ten nie bez powodu jest główną atrakcją okolicy. Jeziora w Muni miały rzadko spotykane kolory od jasno zielonego po modry i bez względu na to, jak były głębokie, zawsze idealnie było widać ich dno. A cała okolica parku była piękna i nienaruszona przez człowieka (poza pozostałościami po buddyjskiej świątyni, które w tym wypadku dość mocno szpeciły teren parku). Oprócz krystalicznie czystych jezior były tam też gorące źródła, w których można było moczyć nogi- chociaż „gorące” były tylko z nazwy- myślę że nie miały więcej, niż dwadzieścia stopni Celsjusza.

Muni Gu jest podobno namiastką największego, zamkniętego teraz parku
Jesienne kolory czyniły go jeszcze bardziej niesamowitym
Zdjęcie bez żadnych filtrów i żadnego fotoshopa
Niestety, w pewnym miejscu w parku były pozostałości po buddyjskiej świątyni z mnóstwem chorągiewek modlitewnych porozwieszanych między drzewami i leżących na ziemi

W przeciwieństwie do Hauanglong, po dolinie Muni głównie spacerowało się po płaskim terenie, dlatego trzy godziny tam spędzone, były raczej przyjemnym spacerem, niż wysiłkiem. Przyjemnym spacerem z bobasem w chuście, rzecz jasna.

Wodospad Zhaga

Jest to część Parku Krajobrazowego Muni Gu i można tam wejść kupując jedną wejściówkę. Teren wodospadu jest w porównaniu do dwóch poprzednich miejsc niewielki i składa się na początku z niskich, ale rozległych wodospadów- (ciekawe, bo pośród spływającej wody rosły drzewa), a później z imponujących rozmiarów właściwego wodospadu. Można wspiąć się prawie do samego szczytu wodospadu, co pozwala poczuć jego wielkość i daje przyjemne uczucie satysfakcjonującego zmęczenia.
My pod sam wodospad wspinaliśmy się po kolei, jedno wchodziło (Kruk nawet chwilę wbiegał, taki jest szalony), a drugie czekało ze Stasiem na dole, gdzie był widok na majestatytczny wodospad, a Staś miał czas na swoje fikanie.

Bardzo zmęczeni i bardzo szczęśliwi
Dość zaskakujący widok
Mama się cieszy, że tu dotarła
A potem wspięła się jeszcze wyżej

Cała wizyta zajęła nam około półtorej godziny i oprócz relatywnie krótkiej wspinaczki przy wodospadzie, była raczej spokojnym spacerem, tak jak pierwsza część parku Muni Gu.

Chłód i deszcz w Songpan

Sam Songpan raczył nas chłodną, a czasem deszczową pogodą i wiecznym zimnem w hostelu (ale mieliśmy tak wielkie żarówki w łazience, że dogrzewaliśmy się, zapalajac w łazience światło), ale niesamowite piękno krainy, w której jest położony rekompensował te i wszystkie inne niewygody podróży. Chociaż z chęcią wróciliśmy na południe łapać resztki lata, to wizyta w Songpan była jak dotąd najlepszym punktem tej wycieczki.